|

„Peszka”
to jeden z najbardziej udanych
sowieckich samolotów w tej klasie (bo w
zasadzie jedyny), samolot ciekawy (ładny
kształt miał i stateczniki poziome z
dodatnim wzniosem), i moim zdaniem będący
soczewką skupiającą w sobie obraz
sowieckiego lotnictwa tamtego okresu.
Powstał w zasadzie w pierdlu, gdzie
zamknięto jego konstruktora w ramach
kolejnej niezbędnej czystki jako groźnego
wroga klasy robotniczej, a gdy już
powstał to konstruktor dostał za to
medal od tej samej klasy robotniczej, a
jak już zginął to samoloty nazywano
nawet jego imieniem; jego silniki były
wiecznie przegrzewanymi i cieknącymi
silnikami wprost z myśliwców Jakowlewa
i podobnie miały jakąś wartość
przez pierwsze piętnaście minut pracy
po opuszczeniu fabryki; z taktycznego
punktu widzenia samolot kompletnie bez
sensu z jego śmiesznym udźwigiem angażującym
przy tym dwa silniki i trzy osoby, i
kompletnie nieprzystosowany do
zastosowania w charakterze myśliwca
nocnego, w którym to charakterze oczywiście
został zastosowany (większość, jeśli
nie wszystkie maszyny jedynej pod Moskwą
jednostki nocnych myśliwców, utracono
wskutek zagubienia się i wyczerpania
paliwa; załogi skakały ze
spadochronami i wracały do baz na
piechotę). Reasumując, samolot spełniający
wszystkie niezbędne parametry wymagane
dla udanej ruskiej konstrukcji. Niektóre
publikacje nazywają go sowieckim
Mosquito. Dla mnie to tak jak by ktoś
Poldasa nazwał samochodem, bo przecież
BMW czy Chevrolet to też samochód i też
ma cztery kółka i wycieraczki. Podobieństwo
jest więc oczywiste. A teraz do rzeczy:
Nabijam
się z Peszki, ale w sumie nie był to głupi
samolot, tyle że jakościowo jego treść
nie nadążała za chęciami
konstruktora. Zaczęło się normalnie,
czyli miał być zbudowany myśliwiec
wysokościowy, duży, dwusilnikowy,
potem zmieniła się koncepcja na
bombowiec wysokościowy, a więc w
naturalny sposób dochodzimy do bombowca
nurkującego co od początku było
przecież oczywiste. Pietlakow to był
gość, i miał łeb jak sklep, dlatego
też mając dwadzieścia kilka lat miał
już własne stanowisko w CAGI, co świadczy
o nim jak najlepiej. Podczas prac w tej
szacownej firmie zajmował się
zagadnieniami metalowych skrzydeł o dużych
obciążeniach, co w praktyce sprawdzały
niemal wszystkie latające stodoły
Tupolewa. Przy okazji tych prac otarł
się też przez półtora roku o prace
przy projekcie samolotu, który pod
koniec wojny nazwano na jego cześć (słusznie
czy nie to inna sprawa, bo w tym sezonie
akurat Tupolew stał się wrogiem
narodu) Pe-8. W każdym razie Petlakov z
chłopakami jako wrogowie narodu
garowali już od 1937, toteż mieli
sporo czasu na różne nowe przemyślenia.
Z przemyśleń tych wyszedł im pierwszy
ruski samolot o półskorupowym kadłubie
w bardzo modnej na te czasy koncepcji
dwusilnikowego szybkiego samolotu do
wszystkiego. Tak powstał WI-100 (wysotnyj
istribitel, projekt 100).
Prototypowy VI-100, czyli projekt myśliwca
wysokościowego, nigdy go jednak nie
wyposażono w kabinkę ciśnieniową
Jego
półskorupowa konstrukcja była jego
wielką zaletą z punktu widzenia
konstrukcji, ale totalnym
nieporozumieniem w świetle sowieckiej
jakości produkcji z punktu widzenia
techników i pilotów. Ponadto
zastosowanie bardzo smukłego kadłuba
zapewniało moc wrażeń całej załodze,
a szczególnie wciśniętemu próżniowo
w kadłub tylnemu strzelcowi, który nic
nie widział, ale może to zresztą i
lepiej bo był on obligatoryjnie skazany
na zagładę w razie konieczności
ewakuacji z samolotu, który nie
przedstawiał już sobą większej wartości
niż deficytowe metale lekkie z których
go wykonano. 22 XII 1939r. oblatano
pierwszy prototyp (Piotr M. Stefanowskij
i Iwan Marków). Lot przebiegał
planowo, tj. w czasie jego trwania jeden
z zastosowanych silników M-105 się
zesrał, a podczas awaryjnego lądowania
samolot wykonał serię radosnych
podskoków bo okazało się że
amortyzatory podwozia są zbyt twarde.
Nie miało to oczywiście znaczenia, z
uwagi na zastosowaną nowatorską
technologię G-N „made by charaszo”
(Gniotsa-Nie łamiotsa, będącą
podstawą późniejszego ruskiego
szlagieru Wołga GAZ-24). W czasie
kolejnych lotów ujawniły się kolejne
planowe wady instalacji paliwowej,
olejowej i chłodzenia silników M-105
(znane z myśliwców Jak silniki WK-105,
12-cylindrowe chłodzone cieczą, rzędowe,
tyle że każdy z dwiema turbosprężarkami
typu TK-2 lub TK-3, o mocy maksymalnej
772 kW (1050 KM) każdy). Śmigła trójłopatowe
metalowe, stałoobrotowe, o zmiennej
regulacji skoku (reduktor hydrauliczny,
licencja Hamilton-Standard). Silniki
M-105 i ich chlapanie olejem nie były w
stanie powstrzymać radzieckiego pędu
do zwycięstwa, więc po usunięciu
usterek do stanu nie przeszkadzającego
w lataniu 11 kwietnia 1940r. rozpoczęto
próby państwowe. W tym miejscu warto
wspomnieć o ciekawej konstrukcji układu
chłodzenia silników (to było wtedy dość
„modne” rozwiązanie można
powiedzieć, choćby B-17). Otóż chłodnica
znajdowała się w płacie, w przypadku
Peszki w wewnętrznej jego części,
wlot znajdował się w natarciu a wylot
poprzez regulowane zależnie od obciążenia
silników i temperatury żaluzje na górnej
powierzchni skrzydła. Należy bardzo
ostrożnie przy tym podchodzić do
radosnej twórczości rodem z TBiU gdzie
twierdzi się, że takie rozwiązanie
daje dodatkowe korzyści w postaci
kolejnego wektora ciągu generowanego
przez wylot kanału chłodnicy. Są to
tak małe wartości, że choć
faktycznie zjawisko takie zachodzi, nie
ma ono jednak wpływu na całość osiągów
maszyny w stopniu wartym jego
obliczania. Natomiast faktem jest, że
taki układ chłodzenia jest jednym z
najkorzystniejszych dotąd opracowanych
rozwiązań jeśli chodzi o czystość
aerodynamiczną płatowca i jest
stosowane w wielu samolotach do dziś.
Seryjny już Pe-2 na lotnisku polowym,
widać podbarwiane gwiazdy (w dwóch
odcieniach czerwieni) z białą obwódką.
Samoloty tego okresu doskonale radziły
sobie na właśnie takich lotniskach.
Lotniska betonowe czy utwardzane polowe
były rzadko spotykane i zawsze uważane
przez Rosjan za luksus
W
tym czasie ukończono też drugi
prototyp, także bardzo udany, bo
dopiero w jedenastym locie się zdoił i
w kabinie nastąpił mały pożar. Załoga
wyszła się przewietrzyć, a samolot
efektownie pieprznął klasycznego
dzwona o glebę precyzyjnie waląc w
trybunę honorową, zabijając kilka osób
obserwujących próby i raniąc
wszystkich w okolicy (miało to pewien
wpływ na chwilowe spowolnienie prac nad
maszyną). Oczywiście testów
pierwszego prototypu nie przerwano, a
ponieważ wyniki były mało zachęcające
czyli wszystko było w sowieckiej normie
(np. prędkość maksymalna okazała się
o około 100 km/h mniejsza od zakładanej,
według ruskich źródeł 538
km/h zamiast 620 km/h, a ponadto samolot
nie bardzo chciał się wznosić).
Samolot rokował jednak spore
perspektywy, rozpoczęto więc prace nad
jego poprawą. Wtedy też zaprojektowano
ów charakterystyczny ogon maszyny, z
dodatnim wzniosem stateczników
poziomych. W tym czasie na dobre trwała
już w Europie wojna, i jej postępy
wykazały całkowitą nieprzydatność
myśliwców wysokościowych tej wielkości
jako osobnej klasy samolotów, jednocześnie
wskazując na dużą efektywność
bombowców nurkujących. Od tego też
momentu (maj 1940r.) nasz bohater nazywa
się już PB-100, ma nieco lepsze
silniki M-105R o mocy zwiększonej do
1100KM (ważniejsza oczywiście jest ich
mniejsza awaryjność dzięki
ostatecznej rezygnacji z zabudowy
problematycznych sprężarek) i jest
przerabiany szybciutko na trzyosobowy
bombowiec (pilot, plecami do pilota
nawigator/tylny strzelec przeciskający
się po kabinie w razie potrzeby na
miejsce bombardiera leżące po prawej z
przodu kabiny, oraz zamknięty osobno
przez cały lot w ciasnej metalowej
puszce dolny strzelec podziwiający
krajobraz przez generator rzygów będący
jednocześnie peryskopowym celownikiem.
Obie części kadłuba osobno były
hermetyzowane, w późniejszych seriach
zrezygnowano jednak z tego rozwiązania).
Sam kadłub to półskorupowa
konstrukcja, ale nietypowa: tylko cztery
belki wzdłużne, bez żadnych podłużnic,
i stosunkowo rzadko rozmieszczone wręgi.
Biorąc pod uwagę, że nie zdarzały się
specjalnie przypadki pęknięć zmęczeniowych
na kadłubie ani przełamywanie kadłuba
podczas przymusowych lądowań, całość
wystawia konstruktorom jak najlepsze świadectwo.
Skrzydło dwudźwigarowe, trójdzielne
(półki dźwigarów stalowe), wyposażone
w klapy krokodylowe. Przeobrażając się
w PB-100 samolot uległ oczywiście
pewnym zmianom, kadłub przeprojektowano
i opancerzono kabinę pilotów, dodano
hamulce aerodynamiczne wraz z automatem
AP-1 (miał on wzorem zachodnich rozwiązań
na sygnał z celownika wprowadzać
samolot w lot nurkowy i wyprowadzać
samolot automatycznie z lotu nurkowego
po przekroczeniu pewnych parametrów, na
wypadek np. utraty przytomności przez
pilota), zmieniono profil skrzydeł pod
kątem innego obciążenia płatowca
oraz przeprojektowano i powiększono
stateczniki pionowe. Ostateczny kształt
otrzymał też ogon samolotu. Ciekawostką
konstrukcyjną było zastosowanie w
samolocie wszystkich siłowników napędzanych
elektrycznie, a było ich ponad 50 (włącznie
z trymerami i klapami); z czasem
zastosowano jednak bezpieczniejsze siłowniki
hydrauliczne (elektryczne pozostały
tylko pompy oraz napędy chowania
podwozia głównego i ogonowego).
Ponadto miejsce w tyle gondol
silnikowych wykorzystano jako dodatkowe
komory bombowe, i w razie potrzeby można
tam było umieścić standardowe bomby
100kg (z czasem, dzięki mocniejszym
silnikom, pod zewnętrznymi częściami
centropłata zamontowano dodatkowe zamki
na uzbrojenie, niezależnie od komory
bombowej, co w wariancie przeciążonym
teoretycznie pozwalało na krótki
odcinek zabrać łącznie 1800kg żelastwa
w jedną stronę). Osiągi samolotów
PB-100 jako bombowca były na tyle
obiecujące, że podjęto decyzję o
rozpoczęciu produkcji seryjnej i tu
jest ciekawy moment w historii tego
samolotu, ponieważ według niektórych
źródeł nie było prototypu, a według
innych był zaledwie jeden prototyp, i
samolot od razu trafił do serii. Na
efekty takiego postępowania nie trzeba
było oczywiście długo czekać, bo
chociaż dzięki temu pierwsze maszyny
(w większości opracowań już jako
Pe-2) trafiły do jednostek już w
czerwcu 1940r., ale nie miały wcale
dobrej opinii. Faktycznie niezłe walory
samolotu potrafili wykorzystać jedynie
doświadczeni piloci, tylko że takich
nie było we frontowych jednostkach zbyt
wielu, a mnożyły się głosy krytyki
samolotu za trudny pilotaż, zwłaszcza
przy starcie, oraz za nie najlepszą
widoczność z kabiny.
Tańczący na polowym pasie Pe-2, jeden
z wczesnych egzemplarzy bombowca
Dużo
na ten temat nam czytającym dziś opis
techniczny tego samolotu, i znających
przeciętny poziom wyszkolenia
sowieckiego pilota w przededniu
Barbarossy, daje wartość liczbowa prędkości
lądowania tej maszyny. Było to około
170 km/h, co jest wartością zbliżoną
do wymagań malutkiego Bf-109 z bardzo
dużym obciążeniem płata. Ponadto udźwig
bomb na poziomie 600-1000 kg nie był
wynikiem powalającym nikogo na cycki.
Wieczne problemy z niedopracowanym
automatem AP-1 doprowadziły do
wycofania tego urządzenia i zastąpienia
go sterowaniem całkowicie ręcznym. W
styczniu 1941 roku Władymir P. wyszedł
z kicia, dostał medal i prace nabrały
nowego tempa.
Ostatnia seria dostępnych Pe-2 w IL2:
FB . seria 359, nad kabiną maszt
antenowy z rurką pitota
Nawigator
za pilotem miał odtąd obracany fotel,
a zbiorniki paliwa wyłożono materiałem
samozasklepiającym (dotąd trafione
Peszki potrafiły nieść pochodnię
rewolucyjnej pożogi, ale potem jakoś
to przygasło). Ponadto zastosowano
instalację wypornościowo wypełniającą
zbiorniki paliwa spalinami z silnika, co
radykalnie zmniejszało ryzyko wybuchu
pustego, pełnego oparów zbiornika
paliwa w przypadku trafienia i
przebicia. Spaliny oczywiście nie były
gorące, i ulegały po drodze do
zbiornika specjalnemu odfiltrowaniu
(system taki jest stosowany niemal
niezmiennie do dziś w większości
samolotów). Wcześniej stosowano w tym
samym celu azot, podobnie jak w
samolotach niemieckich. Był to czas,
kiedy Dżodżo nie nadążał czytać
meldunków o kolejnych dywizjach które
należało wykreślić ze stanu niezwyciężonej
Armii Czerwonej, i każda koncepcja na
zmianę tego stanu miała wagę racji
stanu, toteż gdy Pietlakow powrócił
do koncepcji budowy dwusilnikowego
samolotu myśliwskiego, zakończyło się
to po rusku, czyli
zbudowaniem od razu 23
egzemplarzy na dzień dobry. Była to
pierwsza wersja seryjna, oznaczona Pe-3.
Okazało się jednak, że zamiana
bombowca w myśliwiec wymaga jednak
pewnych dodatkowych zmian poza nazwą i
zabudowaniem z przodu dwóch działek,
toteż szybko opracowano nową wersję,
silniej uzbrojoną i pozbawioną m.in.
hamulców aerodynamicznych, a całość
oznaczono Pe-3bis.
O tym co się działo na froncie świadczy
fakt, że nowe nieznane praktycznie
samoloty weszły do jednostek już w październiku
1941r. i w ramach szkolenia wzięły
udział w walkach toczonych pod Moskwą,
dokonując przede wszystkim lotów
szturmowych (do walk myśliwskich nadawały
się jak Poldas do rajdu Paryż-Dakar).
Wykorzystywano je także do dalekiego
rozpoznania, szczególnie w tej roli chętnie
były wykorzystywane przez radziecką
marynarkę wojenną.

Dwa przykłady malowania, pierwszy to fiński
Pe-2 (Pe-211). Samolot ten był zdobyty
przez Finów i wykorzystywano go jako
maszynę dalekiego rozpoznania. Drugi w
barwach polskich, samolot z serii FT.
Polska maszyna pochodzi z końca lat
40-tych
Kolejnym
silnikiem w Peszce był chyba
najpopularniejszy wariant Klimowa,
M-105PF. W silniku tym pojawiła się
ponownie dwubiegowa sprężarka, a całość
znana była jako jedna z
najpopularniejszych odmian samolotu,
czyli Pe-2FT (frontowoj-tiażołyj).
Karabiny maszynowe SzkaS zamieniono na
UBT, przekonstruowano owiewkę kabiny
zastępując jej spływ obrotową wieżyczką
strzelca MW-3 (Mozartowski –
Wjeniwidow), obracaną ręcznie, ale z
zabudowaną aerodynamiczną płetwą,
niwelującą opory powietrza w czasie
obrotu lufy na boki, oraz dopieszczono
aerodynamikę samolotu (u ruskich nie
kojarzy mi się to z niczym innym niż
zdjęcie starych gaci suszących się na
drucie antenowym i wyjęciem jakiegoś
potrąconego na lotnisku renifera, który
zaklinował się w kanale dolotowym chłodnicy).
Efektem tych zabiegów był wzrost prędkości
maksymalnej o 40 km/h. Prace nad tą
modyfikacją prowadził już A. Putiłow,
ponieważ Pietlakow lecący swoim Pe-2 z
fabryki w Kazaniu do Moskwy 12 stycznia
1942 roku spotkał po drodze
niegrzecznych chłopców z daLuftGangsta
i wylądował nie w Moskwie a u Ponurego
na smutnej, choć uroczystej kolacji
przy świecy (swojej własnej zresztą).
W tej sprawie była potem zresztą gruba
afera, bo Stalin zarządził wielkie śledztwo
w sprawie zdrady (skąd Niemcy wiedzieli
ze ten wielki radziecki konstruktor będzie
akurat tam leciał?) i oczywiście parę
osób wkrótce dołączyło się do
kolacji swego byłego szefa (m.in.
Izakson, po którym schedę przejął
A.I. Putiłow, a po nim ostatecznie
W.M. Mjasiszczew który pozostał na tym
stanowisku do końca produkcji maszyny i
rozwiązania OKB Petliakowa). Peszka miała
miliard modyfikacji i wariantów
polowych, zainteresowanych odsyłam jak
zwykle do poważniejszych monografii. Ja
wspomnę jeszcze tylko o próbach z
nieudanymi jak się okazało silnikami
WK-107A (1650KM mocy maksymalnej; ich
trwałość nawet jak na ruskie warunki
była zatrważająco mała, znany temat
w czasie prób na Jaku,
gdy okazało się że olej w
silniku ma srebrzysty odcień a silnik
świeci w ciemności na wiśniowy,
gustowny kolor, niczym lampa w burdelu).
Samolot w tej odmianie powstał nieco na
siłę, jako dalekodystansowy samolot o
dużej prędkości, ale między bajki
należy włożyć te jego książkowe
osiągi, bo wiadomo jak latał z tym
silnikiem nieporównanie mniejszy i lżejszy
Jak-9.
Popularny Pe-2 FT należący do późniejszej
wersji
W
lotnictwie „polskim”
pierwsze Pe-2 pojawiły się w październiku
1944r., kiedy to utworzono 1 Dywizję
Lotnictwa Bombowego w składzie trzech
pułków. Jednostka ta nie zdążyła
wziąć udziału w walkach. Po wojnie
Pe-2, popularnie zwane "peszkami",
znajdowały się na wyposażeniu 7 Pułku
Bombowców Nurkujących. Wycofano
je z użycia dopiero w 1954r. (1
Mieszany Korpus Lotniczy – 92
sztuki, Wojskowa Szkoła Pilotów - 12,
zapasowy pułk lotniczy – 2),
kiedy to zostały zastąpione przez
odrzutowe Ił-28, znane najbardziej
chyba z tego, że przy lądowaniu odpadała
im dupa i nie było to wcale zabawne.
Pe-2 359 w barwach polskiego samolotu
stacjonującego na lotnisku Ławica w
1946r.
Załapały
się więc Pe-2 na NATOwskie oznaczenie
kodowe „Buick” (wcześniej
„Buck”).
Pozorowane zdjęcie biegnącej załogi
do maszyny, na ostatnim planie Elwood,
który ma zaznaczone kropką kufajmańskie
spodnie na zasadzie żółte z przodu brązowe
z tyłu.
Zbudowano
oficjalnie 11 427 samolotów Pe-2.
Wokół maszyny tej, dzięki
wydawnictwom tak szacownym i zasłużonym
jak „seria z Tygrysem” czy
TBiU czy niestety również stara
Skrzydlata Polska (tuba komunistycznej
propagandy w polskim światku lotniczym,
z lubością czytuję egzemplarze z lat
`60, gdzie chyba w każdym numerze
wieszano psy i oskarżano o najgorsze
przestępstwa ludzi, którym udało się
na aeroklubowym sprzęcie wyrwać ze świńskiego
raju nad Wisłą na zachód) narosło mnóstwo
mitów i legend, prawie na miarę
Szturmowika. Chciałbym więc od razu
wyrazić swoją (subiektywną i prywatną
jak najbardziej) opinię, że podobnie
jak nikt nie nazywał Szturmowika
„czarną śmiercią” (określenie
stworzyła sowiecka propaganda po
wojnie, dla Niemców był to najwyżej
„betonowy samolot” i to
raczej nie był komplement), tak samo
daleki bym był od piania zachwytów nad
Pe-2. Podobnie jak tylko zdaniem
sowieckich znawców Ił-2 był
rewelacyjnym samolotem (dla Niemców nie
spełniał norm bezpieczeństwa i
wszystkie zdobyte kilkaset sztuk zakończyło
żywot jako cele na poligonie, a Finowie
ani Węgrzy nie chcieli ich za darmo),
tak samo w przypadku Pe-2 wcale nie uważam
tej maszyny za rewelację. Rewelacją to
był może Tu-2, ale Peszka ? Nie był
to samolot, który sam latał, nie
pozwalał na bezstresowy pilotaż, w
ostatnich seriach przy dużej masie prędkość
lądowania mogła dochodzić do 200
km/h. Silniki miały podobny charakter
jak w Jakach. Na szczęście można je
było łatwo wymieniać. W przypadku
trafienia bądź wycieku oleju była
kaplica, bo nawet w pełni sprawne
silniki te były podatne na przegrzanie,
i podobnie jak w Jakach lot na dużym
obciążeniu, np. w czasie wchodzenia na
pułap, wymagał przystanków na schłodzenie.
Warunki pracy w kabinie były raczej mało
komfortowe, biorąc pod uwagę ilość
miejsca, ale to co zafundowano tylnemu
dolnemu strzelcowi to jest to co zwykłem
określać w jeden sposób: SKANDAL.
Strzelcy w Pe2, podobno na ich temat mają
nakręcić Terminatora IV
Jak
taki zamknięty przez dwie godziny w
metalowej puszcze z paroma szczątkowymi
okienkami przyklejonymi do uszu facet
miał do kogokolwiek strzelać, tego nie
wie chyba nawet Renata Beger. Mówi się,
że Peszka była popularna i lubiana
przez załogi. Nie dziwię się, jakbym
miał latać na Szturmowiku, to też byłbym
szczęśliwy trafiając do pułku Pe-2 (baj
de łej, niektóre późne serie Peszek
też miały drewniane ogony jak Ił-2).
Poza tym Pe-2 było dużo, a wszystkich
Tu-2 razem coś koło 2500, więc nie ma
co się dziwić kto zrobił większą
„karierę”. Tyle że to nie
Pe-2 walczyła jeszcze w czasie wojny w
Korei. Pe-2 był na pewno bardzo udanym
samolotem, w skali Związku Sowieckiego,
gdzie ludzkie życie było warte mniej
niż kartka nabazgranego przez półanalfabetę
donosu, może i był nawet świetny. Ale
jak dla mnie, to w tej kategorii świetny
był i pozostanie Mosquito, ew. He-219,
a prędzej niż Peszka to na pewno
Beaufighter i chłopaki z JUST FIVE. A słynnym
i powtarzanym do znudzenia przelotem panów
z 51 Skrzydła Myśliwskiego (Dywizjony
81 i 134) na samolotach Hawker "Hurricane
IIB" osłaniających Murmańsk,
kiedy to w locie w formacji nie mogli
nadążyć za osłanianymi przez siebie
Pe-2 i byli tym bardzo zdziwieni, proszę
mnie nie zamęczać. Ja nie jestem tym
zdziwiony, bo cokolwiek znam realia i
zasady gry obowiązujące w świńskim
raju, i jestem pewien na 100%, że
samoloty biorące udział w tym
przelocie, na bank czysto propagandowym
ze strony sowietów, były starannie
dobrane, podobnie jak ich załogi, i
niewiele miały wspólnego z dorżniętymi
i chlapiącymi olejem maszynami z
jednostek frontowych. Albo nie jestem
Elwood. Poza tym co to za porównanie, z
rachitycznym Hurricane? Czy ja się
chwalę że jadąc PKS-em wyprzedzam na
trasie Poldasy?
Jedna z wersji rozwojowych Pe-2 z
silnikiem rakietowym mającym skracać
moment rozbiegu samolotu przy starcie,
Pe2 RD
Na
zakończenie chciałbym od siebie wyrazić
opinię, że to SKANDAL, i że Pe-2 jest
najgorzej odwzorowanym samolotem w
Naszym Ulubionym Fantastycznym
Symulatorze. Większość maszyn w NUFS
ma jakieś małe wady, ale poza
Laparcherem czy ByleJakiem wszystko jest
do wytrzymania. Ale Pe-2, strzelające
poprzez chmury z odległości 1,32 km w
głowę (potwierdzone), i to
notorycznie, z betonowo-tytanowym kadłubem,
na który jedyny sposób to oderwanie
skrzydła (nie widziałem Peszki spadającej
w całości, chyba że ktoś trafił
pilota), z nieśmiertelnymi strzelcami
naprowadzanymi radarowo, z silnikami które
dymiąc mogą dociągnąć samolot na
drugi koniec mapy z prędkością przy
której Mietek jest na granicy zagrzania
silnika, to jest po prostu śmiech na
sali. Dlatego wszyscy nowi członkowie
naszego półświatka, którzy zostaliście
zestrzeleni w bliżej niewyjaśnionych,
ale bezsensownych okolicznościach przez
Pe-2: nie przejmujcie się. Pamiętajcie,
że niezależnie od We All wrong, He
right (pierwsze prawo Maddoxa), prawda
historyczna jest po naszej stronie. I
przypominam, że po łatce 1.1 i tak
jest już lepiej, bo można przynajmniej
zbliżyć się na mniej niż 15 kilometrów
:)
Na
zdjęciu Pe-2 z warszawskiego muzeum.
Jest to jeden z późniejszych
egzemplarzy. Silniki WK-105 miały po
cztery rury wydechowe po każdej
stronie, przy czym dwie środkowe obsługiwały
po dwa cylindry (fot. YoYo)

W
formacji
Pe-2
w rzutach :

Przykładowe
stronki o Peszce:
http://www.ctrl-c.liu.se/misc/ram/pe-2m-82.html
http://www.ctrl-c.liu.se/misc/ram/pe-2.html
http://www.netlabor.hu/roncskutatas/de/pe2_de.htm
http://www.squadron.com/old/pe2/pe2review.htm

Autorem
tekstu jest : Elwood
|