|
North American P-51 Mustang

Mustang
to samolot który powstał właściwie
przypadkiem, a jego geneza to rozmowa między
kilkoma osobami. Ktoś powiedział
angielskiej komisji kupującej w USA
uzbrojenie, żeby poczekać i nie kupować
jak leci, bo on zrobi najlepszy samolot.
I zrobił. Był to z pewnością jeden z
najlepszych samolotów myśliwskich
jakie wzięły udział w wojnie, choć
pamiętajmy że nie zapracował na to wyłącznie
sam, i na tę opinię złożyło się
kilka niezależnych, zewnętrznych
czynników. Wszedł do akcji w sytuacji
całkowitego panowania ilościowego w
powietrzu, mając nieograniczone
zaplecze zaopatrzeniowe. Walczył na
jednym europejskim froncie, nie dwóch
(a później trzech) jak Luftwaffe,
walcząca ponadto z brakiem paliwa, części,
aluminium i sabotażem w fabrykach
lotniczych. Jestem przekonany że nie byłby
w stanie wywalczyć panowania w
powietrzu i nie miał tej klasy co
Spitfire. Ale na pewno doskonale to
panowanie potrafił utrzymać, i na
pewno jego wydajność jako myśliwca była
największa spośród maszyn
jednosilnikowych. Był tańszy od P-47
mając większy zasięg. Delikatną
konstrukcję Bf-109 demolował tańszym
kosztem tak samo skutecznie jak
uzbrojone w działka Tempesty. Będąc
co najmniej tak dobry jak Focke-Wulf, a
im wyżej tym lepszy, mógł go odgonić
od bombowców a często i zniszczyć,
tym bardziej że nigdy Mustangi nie latały
same. Na pewno nie miał szans z
samolotami typu Focke-Wulf 190D czy Ta
152. Ale po pierwsze: nikt nie miał, po
drugie śladowa ilość tych samolotów
nie miała żadnego znaczenia dla
sytuacji na froncie. Na pewno był
maszyną lepszą od nękanego sabotażem
i tendencyjnym spadkiem jakości
wykonania Bf-109, który jeśli czymś
jeszcze mógł górować to tylko
wyszkoleniem pilotów, bo mało który
egzemplarz był w stanie osiągać swoje
zadane parametry (silniki nie dociągały
nawet do 50h resursu; budowany w
technologii z innej epoki Emil
bezproblemowo przekraczał 100h bez
remontu). Na pewno był maszyną będącą
w stanie bezproblemowo uciec Foce (choć
to właśnie Foki spuściły najwięcej
Mustangów) mając bez porównania
lepsze wznoszenie i przyspieszenie. Miał
Mustang i wady, i to właśnie niektóre
z tych wad skłaniają mnie ku opinii że
nie był samolotem zdolnym wygrać wojnę,
ale „tylko” dowieźć zwycięstwo
bezpiecznie do mety. Ostatecznie jednak
jeśli ktoś to zwycięstwo dla aliantów
miał dowieźć, to na pewno najlepiej
zrobił to właśnie Mustang. A liczą
się tylko zwycięzcy.
Dwie
bryki Elwooda (dwa Mustangi), którymi
rozbijał się w 86 po trójmieście, żaden
kredens z napisem MO nie mógł go wtedy
dogonić, niestety parkowanie na styk
nie wyszło na początku 87 i tak aż do
tej pory jest bez środka lokomocji ...
Moje
najważniejsze zarzuty wobec Mustanga to
jego delikatna budowa, zupełnie
nieprzystająca do myśliwca tak dużych
rozmiarów. Mustang był bardzo wrażliwy
na uszkodzenia. Ponadto o ile do
zniszczenia Mustanga Bf-109 przeważnie
potrzebował jednego trafienia z żądła,
i Mustang miał już dość albo w ogóle
było po nim, to Mustang musiał puścić
długą serię aby definitywnie zniszczyć
Bf-109, który manewrując był trudnym
celem i wymagał długiego ostrzału.
Bardzo trudnym do zniszczenia
przeciwnikiem dla Mustanga był
(„nieco” zwrotniejszy i
szybszy niż w naszej grze) Fw-190, z żywotnym
chłodzonym powietrzem silnikiem.
Sytuację ratowała zazwyczaj przewaga
ilościowa Mustangów. Inną wadą o której
mało się wspomina był nieszczęsny
wlot powietrza pod centropłatem. Był
on bardzo duży i był mocno wysunięty
poza obrys kadłuba, powodując że
przymusowe lądowania Mustangiem bez
podwozia były skrajnie niebezpieczne
dla pilota. Samolot miał tendencję do
łapania ziemi tym chwytem jak kotwicą,
co prowadziło przeważnie do przełamania
i rozerwania kadłuba a w sumie do
katastrofy. Zdarzało się że piloci
ginęli w czasie takich przymusowych lądowań
wskutek wypadnięcia z rozerwanego kadłuba.
Temu
pilotowi zakotwiczenie chwytem akurat się
udało, P51D Danny Boy, ponadto musiał
mieć dość gorąco pod kabiną,
zobaczcie jak ona wygląda ...
Ponadto
pod tyłkiem pilot Mustanga miał
zbiornik paliwa, który w takiej
sytuacji przeważnie dopełniał dzieła
zniszczenia. Zbiorniki te cieszyły się
tak ponurą sławą wśród pilotów, że
w czasie dalekodystansowych lotów
eskortowych piloci woleli kawał drogi
wozić się z garbem podkadłubowych
zbiorników dodatkowych, byle jak
najszybciej opróżnić ów zbiornik kadłubowy,
i dopiero potem przełączali instalację
na zbiorniki dodatkowe. Ostatnią poważną
wadą Mustanga moim zdaniem była
stosunkowo wysoka prędkość przeciągnięcia,
co nie sprzyjało gwałtownym manewrom
dynamicznej walki kołowej tuż nad
ziemią. Ziemia zresztą była szczególnie
nieprzyjazna delikatnemu Mustangowi, od
ognia przeciwlotniczego utracono więcej
Mustangów niż w walkach powietrznych.
Mustang zupełnie nie nadawał się do
lotów wsparcia oddziałów naziemnych.
Żeby jednak było sprawiedliwie, trzeba
podkreślić Mustanga wielkie zalety. Po
pierwsze: na pewno gigantyczny zasięg,
czyniący go najlepszym myśliwcem
eskortowym jaki brał udział w wojnie.
Statystyczne siedem minut jakie mógł
spędzić nad Anglią w czasie Adler Tag
Bf-109E wydają się być jakimś
nieporozumieniem, tym bardziej że nie
były to loty widokowe (po walce, z
powodu zbyt małej ilości paliwa by
przeskoczyć przez kanał, lądowała
kiedyś na wyspie Wight nawet cała
eskadra Emili). Potęgę zasięgu
Mustanga uświadomił aliantom oczywiście
Polak, por. Janusz Lewkowicz, wykonując
27 września 1942 roku karkołomny
samotny lot rozpoznawczy połączony z
wymiataniem („Rhubarb”) z
Anglii do Stavanger w Norwegii i z
powrotem seryjnym, nieprzerabianym
Mustangiem Mk I. Nie muszę chyba dodawać
że lot ten był całkowicie samodzielną
inicjatywą pilota i swoje spostrzeżenia
zaskoczonym przedstawicielom
angielskiego dowództwa relacjonował on
na gorąco już z pierdla, gdzie
odwiedził go osobiście m.in. dowódca
brytyjskiego Army Co-Operation Command w
stopniu marszałka.
Reklamowy plakat North America
Ten
lot i przygotowanie do niego,
poprzedzone miesiącami studiów i
analiz oraz prywatnych konsultacji z
firmą Northrop odnośnie parametrów
pracy silnika przy rozmaitych
kombinacjach ciśnienia doładowania i
skoku śmigła na wszystkich dostępnych
wysokościach, jest uznawany za
najbardziej przedsiębiorczą
„prywatną inicjatywę”
jednego człowieka w czasie całej wojny
(zdanie to cytuję za m.in. takimi światowymi
autorytetami jak J.Cynk czy H.Nowarra).
W wielu publikacjach nie wiem czemu ślepo
powtarzana jest informacja że Mustanga
zamówiła w firmie Northrop angielska
misja wojskowa szukająca gorączkowo
sprzętu wobec zbliżającej się
nieuchronnie niemieckiej inwazji i dając
tylko 120 dni na realizację kontraktu w
myśl którego Northrop miał
herbaciarzom zbudować nowoczesny myśliwiec.
Nie trzeba iść do wróżki, by wpaść
na to że nowy samolot to okres błędów
i prób, na które w sytuacji w której
byli Anglicy nie było absolutnie czasu.
Tym bardziej że w Anglii był już
doskonały Spitfire. Rzeczywistość jak
zwykle była bardziej prozaiczna.
Anglicy przyjechali w kwietniu 1940 roku
po Airacobrę i inne uzbrojenie (jankesi
wcisnęli im wtedy także swoje stare
jak świat niszczyciele), i szukając
dostawców wyposażenia trafili m.in. do
firmy Northrop. Tam spotkał się z nimi
pan Dutch Kindelberger, szef tego
interesu, i powiedział że jeśli
fajfokloki chcą to on im zrobi
najlepszy samolot myśliwski jaki mogą
kupić w USA. Anglicy się zgodzili, ale
postawili sprawę jasno: panowie, jest
tak że być może nie będzie wkrótce
komu już zapłacić za waszą pracę jeśli
się nie pospieszycie. Ustalono że
maszyna będzie gotowa w ciągu 120 dni.
Anglicy nie zdawali sobie sprawy, że
amerykanie nie mieli żadnego asa w rękawie
i faktycznie będą budować samolot od
zera. Być może inaczej uznali by
sytuację za głupi żart. Niemniej
farmerzy potraktowali sprawę poważnie
i ostro wzięli się do roboty.
Duraluminiowy P-51 jeszcze daleko w
fazie testów (AG 345)
Projekt
prowadzili Raymond Rice i Edgar Schmued.
Ich samolot powstawał jako suma
wszystkich informacji o niedostatkach
samolotów walczących w Europie.
Maszyna, początkowo nawiązująca do
stylu P-40, powstała w 117 dni. Nie zdążyli
na czas z silnikiem, którym miał być
słynny Allison wtedy jeszcze o mocy
1100KM. Ostatecznie całkowicie metalowy
prototyp oznaczony NA-73X oblatano 26 października
1940 roku; początkowo stosowano trójłopatowe
śmigło nastawne ręcznie.
NA-73,
prototyp, ale i tak mało widać na tym
zdjęciu ...
Rozpoczęto
próby. 1 maja 1941 roku gotowy był już
latający seryjny pierwszy Mustang. Cały
program prób nie wykazał żadnych poważnych
błędów ani usterek! Samolot po prostu
po testach skierowano do produkcji. Na
marginesie, był to jeden z najbardziej
udanych projektów i programów
badawczych w historii lotnictwa do dziś.
Wysłano od razu partię maszyn do
zleceniodawcy, aby fajfokloki sami sobie
sprawdzili u siebie jak ich cacuszko jeździ.
Jeździło chyba dobrze już w Stanach,
bo kontrakt na pierwsze 320 sztuk dotarł
do jankesów zanim jeszcze Mustangi dopłynęły
do Anglii. Samolot okazał się bardzo
udanym nabytkiem, stosunkowo prostym w
pilotażu (łatwiejszy niż Spitfire) i
solidnie uzbrojonym. Poza obrysem śmigła
ze skrzydeł pruły ile wlazło dwa półcalowe
i cztery 0.30 cala karabiny maszynowe.
Ponadto w kadłubie od spodu zabudowano
jeszcze dwa synchronizowane karabiny 0.5
cala. Samolot od razu wzbudził furorę
swoim dużym zasięgiem i korzystnymi
parametrami przelotowymi. Brak poważnej
sprężarki nie pozwalał na podstawowe
zastosowanie go w walkach z Luftwaffe,
natomiast jego potencjał uczynił go
doskonałym samolotem rozpoznawczym i
wszystkie Mustangi Mk I obligatoryjnie
wyposażono w kamery. Samoloty te osiągnęły
status operacyjny w kwietniu 1942 roku i
stanowiły tak wartościowy sprzęt, że
wkrótce zamówiono kolejne 300 sztuk.
Sukces tego samolotu nie uszedł oczywiście
uwagi armii amerykańskiej.
Mk I
Napis głosi : Najlepsze kasztany są na
placu Pigall
Produkcja
uzbrojenia na eksport wymagała oczywiście
zgody władz federalnych, choć na
skutek umów rządowych produkcja ruszyła
zanim jeszcze zakończono procedury związane
z udzieleniem takiej zgody. Anglicy
jednak nie mieli czasu na procedury.
Jednym z elementów kontraktu ze strony
federalnej był warunek udostępnienia
maszyn do prób dla potrzeb krajowych.
Wskutek
tych prób samolot otrzymał nazwę
państwową P-51A, ale z uwagi na
program produkcji samolotów Lightning i
Thunderbolt amerykanie wyjątkowo nie
zawłaszczyli wszystkich eksportowych
samolotów ma potrzeby własnej wojny i
maszyny nadal dostarczano do Anglii.
Samoloty ulepszano. Zamiast karabinów
maszynowych w skrzydłach znalazły się
cztery działka 20mm, karabiny kadłubowe
zlikwidowano wraz z łożami, zbiorniki
paliwa wyłożono masą uszczelniającą
przestrzeliny. Część tych maszyn
pojechała do Anglii jako Mustang Mk IA,
część wzięli już coraz bardziej
nimi zachwyceni jankesi. Od września
1942 roku nieco za ciężkie dla tej
maszyny działka zastąpiono sześcioma
karabinami 0.5 cala i przystosowano do
podwieszania bomb i zbiorników. Samolot
przystosowano do ataków naziemnych, co
nie okazało się potem dobrym pomysłem.
Samolot rozwijał się, silnik stawał
się silniejszy, ale te pierdoły
znajdziecie sobie w źródłach
profesjonalnych. Dla nas ważne jest to
że od początku Anglicy kombinowali jak
dostosować swoje Mustangi do walk na
niebie Europy. I pod koniec 1942 roku
wykombinowali. Pół roku trwało dłubanie
zanim wystartował Mustang napędzany
Merlinem, ponadto zastosowano czterołopatowe
metalowe śmigło Hamilton Standard
Hydromatic, o hydraulicznym sterowaniu
skokiem. Jak już wystartował, to na
dobre. Przeróbka była tak udana że
firma Northrop natychmiast po otrzymaniu
dokumentacji uruchomiła produkcję
samolotów z nowymi silnikami, robionymi
w Stanach na licencji przez firmę
Packard. Maszyna zrobiła wrażenie także
na jankesach, stając się niemal z
marszu P-51B. Do tego doszła
dwubiegowa, dwustopniowa turbosprężarka
z wielkim chwytem powietrza pod kadłubem,
i tak oto duszący się z Allisonem powyżej
4000m Mustang ze startowych 1400KM jakie
dawał Merlin wyciągał jeszcze 1450KM
powyżej 6000m! Odtąd też zaczyna się
drugie życie tego samolotu.
A tu już wersja D w Forgotten Battles
Efekt
zmiany napędu zaowocował wielkimi zamówieniami
ze strony US Army, co wymusiło budowę
nowej fabryki samolotów w Teksasie.
Samoloty z tej fabryki nazywano P-51C,
chociaż były takie same jak te z
Kalifornii gdzie mieściła się
siedziba firmy. Specjalnie skonstruowany
jako najnowszy myśliwiec przechwytujący
P-38 Lightning, napędzany dwoma doładowywanymi
silnikami Allison, wznosił się
minimalnie słabiej od jednosilnikowego
Mustanga. W toku ewolucji nieznacznie
przerobiono lotki, w skrzydłach były
po dwa półcalowe karabiny w każdym,
ale to są pierdoły. Samoloty te szły
jak ciepłe bułki, i angole dopiero w
lutym 1944 roku dostali swoje P-51B/C. W
marcu 1944 roku, lecąc w osłonie
wyprawy bombowej, maszyny te stały się
pierwszymi nie niemieckimi myśliwcami
nad Berlinem. W samolotach P-51B/C osłony
kabiny otwierane były na bok, angole
jednak nauczeni doświadczeniem
przerobili wszystkie posiadane samoloty
i kabiny otwierały im się przesuwając
osłonę do tyłu (tzw. Malcolm). Chodziło
o sposób zabudowy opancerzenia tyłu
kabiny, który w oryginale zasłaniał
widoczność do tyłu, a dzięki zmianie
owiewki można było zrobić to
opancerzenie mądrzej. Co ciekawe, faszyści
z uporem maniaka zabudowywali tył
otwieranej na bok kabiny Bf-109, aż w
końcu w wersji –G udało im się
uzyskać współczynnik nicniewidznia równy
100%.
Mustang wersji C z kroplową osłoną
kabiny
Wracając
do modernizacji Mustanga, dla nas ważne
jest dopiero opracowanie kolejnej
wersji, czyli P-51D. Samolot ten miał
zmienioną konstrukcję kółka
ogonowego, które od początku było
chowane i sterowane, uzbrojenie ustalono
na sześć karabinów półcalowych po
trzy na skrzydło, no i to co najważniejsze:
zapewniająca fantastyczną widoczność
kroplowa osłona kabiny, z jednoczesną
likwidacją garbu.
Najbardziej znane wersje Mustangów, P51
D, pod kabiną namalowane 6 swastyk
Film z foto-kamery P-51, widać
odstrzeloną już kabinę od Me-410
Garaż YoYeczka i jego drobne hobby
Podobnie
jak w P-47, tak i tu po jakimś czasie
ujawniły się problemy ze statecznością
kierunkową i tylko pierwsze serie P-51D
nie miały małej brzechwy stabilizującej
u nasady statecznika pionowego. Mustangi
od wersji B stały się dość
pospolitym, a z czasem bardzo pospolitym
alianckim myśliwcem na Bliskim i
Dalekim Wschodzie i oczywiście w
Europie. Rozwój samolotu w zasadzie dla
nas na tym się kończy, ponieważ
kolejne wersje –K, -G, -L czy
–H dla nas w Sturmoviku nie mają
znaczenia, a i w rzeczywistości były
raczej ciekawostką nie wartą zaprzątania
sobie głowy, a już na pewno wydanych
na nie pieniędzy. Co z tego że P-51H
(albo jedyny zbudowany na równoległej
linii w Teksasie jako P-51M) mając
maksymalną moc około 2200KM, mógł się
rozpędzić na dużej wysokości do
780km/h, skoro dawno już lotnictwo szło
w inną stronę, i samolot ten był bez
przyszłości i sensu.
Aerodynamiczny P-51 H
Amerykanie
sami to zauważyli i po zbudowaniu 555
sztuk, z których żaden specjalnie się
nawet nie zdążył wykazać, skasowali
program zamówionych 2000 sztuk w
obliczu końca wojny. Lepszy od niego
Ta-152 powstał wcześniej, i był
ostatnim mającym sens myśliwcem o napędzie
tłokowym (zresztą i tak najlepszym
jaki kiedykolwiek zbudowano).
Dopracowanie silników odrzutowych i wydłużenie
ich resursu z 10h jak w Jumo do
kilkudziesięciu jak w kolejnych
prototypach BMW nastąpiło bardzo
szybko, i myśliwce tłokowe już w
Korei znalazły się w sytuacji maszyn
które były na wypadek gdyby zabrakło
odrzutowców. Biorąc to pod uwagę
najbardziej masową wersją pozostał
P-51D, który służył w lotnictwie
jankesów aż do wyparcia przez
odrzutowce w 1949 co spowodowało
przesunięcie go do drugiej linii. Wraz
z P-47 w ramach Gwardii Narodowej
maszyny te pozostały w służbie
jeszcze kupę czasu, ostatni był na
stanie jeszcze w 1957 roku. Samolot
wyprodukowano łącznie w ilości 15586
sztuk, i po wojnie było go wszędzie pełno.
Budowano go w paru krajach na licencji,
a w republikach bananowych stanowił
podstawę lotnictwa wojskowego jeszcze w
latach siedemdziesiątych. Warto również
nadmienić ze o ile w czasie desantu pod
Anzio proporcja wynosiła kilkanaście
Spitfire na jednego Szkopa, to już w
1944 roku proporcja ta wynosiła dla
Mustanga 60-80 do jednego Niemca. Wynik
spotkań był zatem brutalnym starciem
masy z wyszkoleniem, bo technika wyrównała
się na podobnym poziomie.
P-51
Twin, czyli P-82, myśliwiec eskortowy
dalekiego zasięgu
Spośród
około pięćdziesięciu pięciu krajów
używających Mustanga, do najważniejszych
z czasu wojny zaliczamy: Australia,
Kanada, Polska (rząd emigracyjny),
Chiny (jedni i drudzy, na kontynencie i
Tajwanie), Nowa Zelandia, Ruscy, Szwedzi
(kupa tam tego wylądowała nie mogąc z
powodu spotkań z Luftwaffe
i Flak dociągnąć do baz na
zachodzie), Afryka Południowa, Holandia
(Indie Wschodnie), Angole i oczywiście
dziadek Doktora w KG200. Samolot w krótkich
seriach wytwarzano jeszcze w latach
siedemdziesiątych, na potrzeby
rozmaitych programów badawczych,
budowano też rozmaite jego konwersje,
jakieś szturmowe Chavalier trzech
odmian na potrzeby wojen Zulusów i
Tutsi,
różne
zresztą inne wynalazki, ale
ponieważ chce mi się już spać a to
jest 22 strona Times New Roman dwunastka
odstęp pojedynczy odkąd zacząłem
niewinnie od Buffalo, więc teraz Elwood
mówi wam dobranoc i mając w dupie Osamę,
Saddama i moją sąsiadkę spod czwórki
idę lulu. Salute!
Zoom
podpierający kółko i ugniatający
interes, obok po lewej kolega Josiv
(blondyn), a po prawej kolega Mazak (to
ten łysy)
K-14, to nie Bf tylko celownik używany
w Mustangu
Deska rozdzielcza
Lewy panel
Ładowanie amunicji
Doktor,
nie zrobiłbyś mi do FB w ramach 3rd
party modelu obiektu naziemnego,
konkretnie samochodu? Bo ja mam taki mały
pomysł, można by go ustawiać jako
cel, no wiesz...

No
i jak to wygląda w simie IL-2 FB :



Doc,
Szmajs, YoYeczek, Zoom, Kos, Mazak-
RESPECT.
P-51
D w rzutach :

Parę
linków. Stron o P-51 jest mnóstwo,
wystrzyc wpisać w jakąkolwiek
wyszukiwarkę "P-51" :
http://www.huntress.com/
http://nasaui.ited.uidaho.edu/nasaspark/safety/history/rollsroyce.htm
http://cpcug.org/user/billb/mustang.html
http://www.hotel.wineasy.se/ipms/stuff_eng_profile_mustang2.htm
http://lemairesoft.digitalrice.com/engins2/763.html
http://www.aviation.pol.pl/photo/type/mustang.htm
http://historie-asow.elk.com.pl/blake/blake_.htm
http://www.luftwaffe.cz/mustang.html
F-16
już prawie "mamy", kiedy czas
zatem na Mustanga ??? ;) buhahaha
Autorem
tekstu jest : Elwood
|