|
Samolot
bombowy Ju-88 
|

W
dzisiejszym słowie na niedzielę krótki
skrót myślowy w temacie Ju 88 Bo mi
brakowało.
Na
początek króciutki wstępik. Otóż
wbrew obiegowej opinii, że samolot
wielozadaniowy jest we wszystkim tylko
trochę dobry, czyli w niczym nie jest
bardzo dobry, o Ju 88 trzeba obiektywnie
powiedzieć, że był co prawda
samolotem wielozadaniowym, ale bardzo
dobrym. Praktycznie w każdym
zastosowaniu, i w każdej mutacji,
samolot ten sprawdził się i był
efektywną bronią do końca wojny,
wytrzymując i próbę ognia, i próbę
czasu. W lotnictwie francuskim służył
zresztą jeszcze parę lat po wojnie, a
w rumuńskim do początku lat pięćdziesiątych
(w linii, choć już w szkoleniu).
Ostatnie loty bojowe niemieckie Ju 88
wykonały ratując niedobitki personelu
okrążonej bazy lotniczej koło Lipawy
w Kurlandii lotami wahadłowymi
Gardemoen (Oslo) - Lipawa w dniach 8-10
maja. Ostatniego dnia ewakuacji w
strzelaninie na lotnisku zniszczone
zostały trzy Junkersy, które nie miały
już paliwa, ostatni zaś, czwarty, w iście
amerykańsko filmowym stylu wśród
wybuchów zdołał wystartować i
uratować załogi tamtych maszyn i
jeszcze czterech ludzi stafu naziemnego.
Los pozostałych w bazie osób nie jest
znany :( natomiast ostatnia akcja bojowa
miała miejsce 9 maja w okolicach
Drezna; jako ciekawostkę można podać,
że była to typowa akcja rozpaczy, mająca
opóźnić sowietów ścigających
wycofujące się oddziały do amerykańskiej
strefy okupacyjnej, i z braku
czegokolwiek pod ręką ruskie czołgi
atakowane były przez myśliwskie Ju 88
ogniem ich pokładowych działek. Na
pewno musiało być niezłe widowisko...
A w ogóle, to prawdopodobnie były to
czołgi „polskiego” I
Korpusu Pancernego.
No
więc Ju 88, jak sama nazwa wskazuje,
powstał pośrednio w odpowiedzi na
wytyczne Reichsluftfahrministerium (tak,
wiem, RLM, ale jak mądrze to brzmi w całości)
z 1934 roku, kiedy to rozpisano konkurs
na samolot określony jako
Kampfzerstorer, czyli po naszemu „rozpierdalator”.
Samolot miał mieć trzyosobową załogę,
silne uzbrojenie strzeleckie (w tamtych
czasach oznaczało to działko 20 mm) i
niewielki ładunek bomb. Dedykowano też
silniki, wszędobylskie DB 600 albo Jumo
210. Na skutek znanych i dziwnych układów
polityczno-gospodarczych panujących w
Rzeszy, których ośrodki decyzyjne prześcigały
się w dyletanctwie i ignorancji (co w
sumie wyszło światu na dobre, bo
inaczej byłoby cieniutko- może Stany
ostałyby się, o ile by zdążyli z
produkcją grzybków), dziwnym trafem
wybrano akurat Messerschmitta 110, który był, no nie
oszukujmy się, straszną kichą I NIE
UWAŻAM ŻEBY SPRAWDZIŁ SIĘ JAKO MYŚLIWIEC
NOCNY BO BYŁO SI DOPÓKI NIE ZNALAZŁ
SIĘ JAKIŚ MOSKITO I NIE SPUŚCIŁ GO
DO KIBLA KURDELEBELE no więc potem ktoś
powiedział „panowie, no nie róbcie
jaj” i dzięki temu w 1935 roku
zakłady Junkersa opracowały swoją
wizję na ten temat. Przybrała ona
nazwy Ju 85 (usterzenie podwójne) i Ju
88 (wiadomo; ale nie każdy wie, że
prekursorem tej maszyny był Junkers EF
59, który z kolei nieco zerżnięto z
amerykańskiego Martina 139). W sierpniu
tego roku RLM określiło wymagania dla
nowego typu szybkiego bombowca. Junkers
miał już kandydata na taki samolot, więc
gra muzyczka. W marcu 1936 roku Junkers
postawił na Ju 88, i tak się zaczęło.
Co ciekawe, z uwagi na swoją szybkość,
samolot początkowo miał nie posiadać
uzbrojenia obronnego. Miał za to
maksymalnie osiągać 500 km/h, a bez bólu
(czyli przelotowo) 450 km/h. Miał także
dostarczyć do odbiorcy około 1000 kg
bomb. Ostatecznie jednak powrócono do
koncepcji uzbrojenia obronnego, na razie
tylko na grzbiecie.
W
maju 1936 roku zbudowano pięć
pierwszych prototypów, dwóch z
silnikami od Merolka (DB 600) i trzech z
Jumo 210. 21 grudnia oblatano w Dessau
pierwszy prototyp (pilot W. Kindermann,
Ju 88V1, D + AQEN, W. Nr. 4941), z
silnikami DB. Charakterystyczne kształty
gondol silnikowych dawały mylne wrażenie
zastosowania silników gwiazdowych, były
to jednak pierścieniowo zabudowane chłodnice
czołowe; silniki były oczywiście rzędowe.
Samolot ten rozbił się po kilku
lotach, ale zdążył dostarczyć niezbędnych
danych pomiarowych, potwierdzających słuszność
wybranej koncepcji (m. in. na
„dzień dobry” rozpędził
się do 450 km/h). Drugi prototyp (Ju
88V2, D + ASAZ, W. Nr. 4942) oblatano 10
kwietnia, tego samego dnia zresztą
rozklepał się V1. Na samolocie tym po
zakończeniu prób opracowano nowy typ
kabiny, zastosowany później w Ju 288
(wiadomo, ta szklarnia). Ciekawostką
jest zastosowanie w procesie
produkcyjnym nowoczesnych na owe czasy
technologii, co skróciło czas
wytwarzania kompletnego samolotu do 30
000 roboczogodzin (konkurs z nagrodami,
wycieczka do Albanii, kto wie ile czasu
zajmuje wytworzenie mojego ulubionego
wyrobu samochodopodobnego marki FSO
Poldas, ale nie sam montaż tylko razem
z częściami? Przepraszam, już jestem
poważny). Ju 88 V2 różnił się od V1
innym umieszczeniem chłodnic oleju. V3
(D + AREN, silniki Jumo) oblatano 13
września, ale 24 lutego 1838 roku
podczas próby pobicia rekordu prędkości
na trasie 2000 km z ładunkiem 2000 kg
omsknął się pilotowi pod Norymbergą
i wszyscy (3) poszli do krainy wiecznych
lotów przy pięknej pogodzie w
atmosferze wzorcowej. W tym też czasie
dzięki panu Udetowi uwalono program
konkurencyjnego Hs 127, co ostatecznie
zadecydowało że kontrakt otrzyma
Junkers (szturmowego Henschla 129 też
Udet zablokował, dzięki czemu po
pojawieniu się Sturmovików pod
Stalingradem Wehrmacht został z
majtkami na kostkach). Zbudowano także
V4, który miał już charakterystyczny
dla późniejszych bombowych wersji 88
nos, nazywany „oko chrząszcza”
(te wielopłaszczyznowe okienka kabiny
bombardiera, co tak denerwują
modelarzy). Poprzednie prototypy miały
nos zbliżony do Do 17, ja wiem, to
troszeczkę nadużycie, ale jak ktoś
nie ma swoich zdjęć to trochę mu
staram się naszkicować kształt. Nie
jest to przecież prawdziwa monografia,
tylko zarys dla miłośników historii
po godzinach, więc się streszczam. V5
w końcu pobił rekord rozpoczęty przez
V3 (lipiec 1939 roku), V6 miał czterołopatowe
śmigła VDM nowe podwozie z
pojedynczymi goleniami (dotąd golenie główne
przypominały te z Dornierów), a w ogóle
miał być wzorcem dla serii A (ale nie
był, a zakończył żywot efektowną
obsuwą dopiero we wrześniu `44 w
szkole pilotażu w Brandis). V7 był
prototypem dla serii C, testowano na nim
także wyrzutniki bombowe dla Ju 288,
potem go przerobili na kurierski (nic się
nie zmarnuje, uczyć nam się, uczyć!),
V8 i V9 testowano z hamulcami
aerodynamicznymi przy bombardowaniach z
lotu nurkowego, a V10 był wzorcem dla
serii A-0. Samolot miał przezbroić całkowicie
lotnictwo bombowe (dosyć wishful
plany), 300 szt. miesięcznie, produkcja
w zakładach Junkersa, a także u Opla (Russelheim)
i u Volkswagena (zamiast garburatorów w
Wolfsburgu). Z wad wieku dziecięcego
trzeba wspomnieć o blokujących się na
stałe w pozycji otwartej hamulcach
aerodynamicznych, pęknięciach zmęczeniowych
kadłubów przy twardych lądowaniach,
samoloty z wytwórni Arado (Brandenburg)
miały wieczne defekty amortyzatorów
podwozia.

Tyle
wstępu, danych nie podaję ani nie
rozwijam wersji, bo i tak każdy kto się
interesuje ma swoje, a to jest tylko
taki uproszczony zarys. Ponieważ w grze
występuje praktycznie tylko A4 (jak na
razie), więc go nieco rozwinę, a o
reszcie króciutko:
seria
A (A0-A17) to ogólnie bombowce
(także jako nurkujące i torpedowe, z
nożami do przecinania lin balonów
zaporowych, treningówki, tropikalne,
rakietowe silniki startowe, zresztą
wersji uzbrojenia samego tylko A4 było
tyle, że wybór zaproponowany w grze
jest śmiesznie mały, to taki wybór
pomiędzy polonezem a taczką- jedno i
drugie najczęściej można tylko pchać,
tyle że na różne sposoby),
seria
B to próby przebudowy kabiny na
modłę Do 217K, potem kombinowano z
silnikami BMW 801, ostatecznie nic z
tego nie wyszło i dziesięć
wyprodukowanych maszyn po zainstalowaniu
wyposażenia rozpoznawczego służyło w
dowództwie Luftwaffe (lata 1940-1941)
jako fotogrametryczne, startowały z
Mielca i Krakowa- Rakowca tworząc
pierwsze mapy dziczyzny zdobytych terenów
Związku Sowieckiego,
seria
C (C1-C7) była myśliwską
odmianą Ju 88, a sukcesy odnoszone na
tych samolotach (nie najmniejszych i
najzwrotniejszych przecież), doprowadziły
do rozwoju tej konstrukcji, który dał
początek serii G (G1, G6, nieukończony
G7-Mosquitojager, G10)dalekie rozwinięcie
serii C). Był to samolot myśliwski
dalekiego zasięgu, poważnie uzbrojony,
bez popeliny. Nie wdawał się w walki z
małymi myśliwcami, w których zresztą
nie miałby szans. Ale były np.
postrachem alianckich łodzi latających
nad Atlantykiem czy innymi morzami, bo w
takich przypadkach nie było zmiłuj,
tym bardziej że bardzo często samoloty
te posiadały instalacje radarowe (co
najmniej przewyższające ich zachodnie
odpowiedniki) umożliwiające im
prowadzenie regularnych polowań. Później
stosowano je przeciw alianckim wyprawom
bombowym, oczywiście nocnym, gdzie
wykazały olbrzymią skuteczność,
m.in. także dzięki instalacji
radarowej),
seria
D (D0-D5) to generalnie samoloty
rozpoznawcze, często przerabiane z
serii A,
seria
E miała być nowym typem,
ostatecznie jednak nazwanym Ju 188,
seria
H (H1, H2 Zerstorer, H3, H4) to
samolot rozpoznawczy i niszczycielski
bardzo dalekiego zasięgu, z przedłużonym
kadłubem, silnikami BMW 801D, zasięgiem
do 5200 km, operowały często daleko
nad Atlantykiem, robiąc niespodzianki
nieuważnym marynarzom, seria P
(P1-P4) to przeciwczołgowe Junkersy
wyposażone w działa przeciwpancerne,
rozwinięcie idei Stukasów G. Armaty
przeciwpancerne typowych niemieckich
kalibrów, od 75mm przez 50mm po nieśmiertelne
37mm. Te ostatnie zresztą częściej używano
przeciw amerykańskim wyprawom bombowym,
rozbijając ich niebezpieczne Combat
Boxy dla maluchów Bf109 i Fw 190,
seria
R (R1-R2) to nowsze wydanie ciężkiego
myśliwca, nic specjalnego,
seria
S (nie mylić z S-klasą, S1-S3),
to rozwinięcie bombowych wersji A, z
innym przodem kadłuba (nareszcie przód
na kształt B-17, z jednego kawału
pleksi),
seria
T (T1,T3) miała być odmianą
rozpoznawczą serii S, i choć miała
rewelacyjne jak na taki samolot osiągi
(m.in. 660 km/h!), to jednak alianci nie
chcieli poczekać na jej wprowadzenie do
linii.
Mistel-
wiadomo, nie będę przynudzał, choć
może nie wszyscy wiedzą, że jednym z
wariantów miał być H4, tj. bombowiec
z własną osłoną myśliwską.
Wszystko jak w normalnym Mistelu, na
dachu Foka, ale w Junkersie zamiast głowicy
normalna kabina z załogą (jak w
treningówce) i bomby inside.
Junkers
88A4:
Dwusilnikowy,
całkowicie metalowy, wolnonośny średniopłat,
podwozie chowane wraz z kółkiem
ogonowym. Wciąganie podwozia głównego
(jednokołowe, jednogoleniowe,
amortyzowane) z obrotem o 900
do tyłu w gondole silnikowe. Kadłub o
przekroju trapezowym, dural, półskorupa
skłądająca się z górnej i dolnej połowy.
Cała załoga w przedniej kabinie (wbrew
pozorom miało to także znaczenie
psychologiczne; nie bez znaczenia jest
tu właśnie „zżycie” się
załogi), komora bombowa otwierana
elektrycznie i przystosowana do
podwieszania zbiorników, w części
tylnej kadłuba za komora bombową
znajdowały się elementy wyposażenia
samolotu i czteroosobowa łódź
ratunkowa (ponton) z pełnym zestawem
ratunkowym. Płat dwudzielny, dwudźwigarowy,
wzdłuż noska płata poprowadzono przewód
zasilany gorącym powietrzem znad
kolektorów wydechowych (genialne w swej
prostocie), klapy szczelinowe z ciekawym
rozwiązaniem problemu oporu
szczelinowego przy ich otwarciu
(listwy). Hamulce aerodynamiczne lotu
nurkowego uruchamiane hydraulicznie, a
automatycznym układem wyprowadzenia z
nurkowania, z jednoczesnym załączeniem
wspomagania hydraulicznego steru wysokości
(każdy kto w nurkowaniu jakimś
aeroklubowym sprzętem „wysokiej
klasy” walczył ze sterownicą ważącą
nagle 50 kg wie o co chodzi). Kółko
ogonowe osadzone na widelcu mocowanym do
łoża podpartego amortyzatorem sprężynowym,
wciągane hydraulicznie do wnętrza kadłuba
na wysokości nasady stateczników
poziomych, zasłaniane dwoma klapkami. Kółko
ogonowe (KPZ albo EC) o wymiarach
560x200 mm, ciśnienie 3,75 at (0,375
Mpa) ( YoYo : )))
Ciekawostką
jest fakt przystosowania samolotu do
warunków polarnych (czyli normalnych na
froncie wschodnim), gdzie przy
temperaturze poniżej 300C
procedura rozruchu silników obejmowała
dodatkowy punkt programu- zasilanie
silnika za pomocą acetylenu, oczywiście
bardzo krótko : ), również instalacja
olejowa przystosowana była do przyjęcia
z zewnątrz gorącego oleju z dodatkiem
paliwa lotniczego 15%. Ponadto zamiast
łodzi ratunkowej z żaglem zabierano
(powaga!) komplet nart i ubrań oraz
prowiant mrozoodporny. Uzbrojenie z
grubsza opisano w grze, więc sobie
daruję. Nie napisano natomiast, że każdy
prawie samolot był przerabiany przez
swoją załogę, i np. zamiast
dziadowskiego MG 15 montowano sobie MG
81, a z przodu notorycznie instalowano
działka MG FF, walające się po każdym
lotnisku w spadku po Fokach, z których
je z kolei notorycznie wymontowywano. Późniejsze
serie A4 zabierały także miny morskie
(którymi wykończono m.in. nasz
transatlantyk „Piłsudski” w
Wielkiej Brytanii). Tyle o Junkersie 88,
moim zdaniem jednym z najlepszych
samolotów wielozadaniowych tego okresu.
Autorem
tekstu o Ju-88 jest : Elwood
|