|
FSO
Poldas

Ten
tekst po prostu musiał powstać. To była
tylko kwestia czasu. W odpowiedzi na
szerokie społeczne zapotrzebowanie, w
dzisiejszym odcinku „Elwood Blues
przedstawia:” pojawia się to, na
co wszyscy czekaliście od samego początku,
a Schmeisser z YoYeczkiem i Doktorem
zbierają już kasę na linkę holowniczą.
Uwaga, panienki, teraz tylko coś dla
prawdziwych maczo; jaja ze stali
required. Elwood nie bierze na siebie
odpowiedzialności za spustoszenia
psychiczne jakie mogą wyniknąć po
lekturze tego tekstu. Dzieci mogą czytać
jedynie za zgodą i pod opieką dorosłych.
NIE PRÓBUJCIE TEGO W DOMU. Elwood jest
profesjonalistą. Kurdelebele,
zaczynamy!!!
Lata
siedemdziesiąte, złote czasy Maciusia
Szczepańskiego i Edzia Gierka, imprezy
w chacie młodego Jaroszewicza o których
dzisiejsza tzw. „młodzież”
może jedynie pomarzyć w oparach jointa...
Strumień zagranicznych pożyczek, które
spłacać będą jeszcze nasze dzieci,
czyni schyłek lat siedemdziesiątych
najtłustszym okresem w powojennej
historii naszego kraju. Wielu ludzi z
rozrzewnieniem wspomina te czasy, kiedy
wszystko spadało im jak manna z nieba,
nie wymagając specjalnego wkładu
pracy. „Inżynierowie z
Petrobudowy”, te klimaty...
Gigantyczne inwestycje w przemyśle,
wielkie gierkowskie budowy, często
nieukończone do dziś... Ach, jak pięknie
było... W takim to klimacie dojrzewała
koncepcja zastąpienia starzejącego się
Kredensu 125p nowym, nowoczesnym
samochodem.

Kredens,
czyli solidne podstawy Poldasa. Widoczna
tu luksusowa służbowa limuzyna należąca
do Polrusa, kierownika GS-u w Zabrzu i
przewodniczącego związku zawodowego
kufajmanów w Polsce; Borewicz wyposażony
jest nawet w klimatyzację (opcja płatna)
Zakupiono
więc we Włoszech kolejne licencje,
m.in. na silniki 1.6, 1.8 oraz 2.0 litry
(ten ostatni to w owym czasie bardzo
udany silnik napędzający m.in.
Mirafiori, symbol szpanu w tych czasach,
osiągający 112 KM).
Ten
mirafiori był postrachem katowickich
dyskotek w latach osiemdziesiątych.
Posuwał nim niejaki Schmeisser;
bytomski król disco. Dwie panienki z
przodu, cztery z tyłu i jeszcze trzy w
bagażniku. Radio Hi-Fi Safari 5, 112 KM.
Panienki sikały na sam widok
Nadwozie
wbrew obiegowej opinii również nie było
dziełem polskich stylistów, był to po
prostu odrzucony projekt nadwozia
projektowany dla Lancii przez Giugiaro,
zaadaptowany u nas pod płytę podwoziową,
a jakże, od Fiata 125. Zachowano tym
samym identyczny rozstaw osi i kół.
Samochód był na swoje czasy, a wszedł
na rynek (wszedł to może za duże słowo;
po prostu pierwsi sekretarze, kacykowie
szczebla miejskiego i ich przydupasy
zaczęli otrzymywać te
samochody w miejsce dotąd
reprezentacyjnej Wołgi, obowiązkowo
czarnej) od 1978 roku, i był naprawdę
nowoczesnym i ciekawym samochodem. Jego
seryjne wyposażenie, w tamtych czasach,
uczyniło go eksportowym szlagierem, a
biorąc pod uwagę naprawdę dobrą początkowo
jakość montażu nie powinny nikogo
zdziwić stareńkie Polonezy (tzw.
analogi) jeszcze dziś raźno posuwające
sobie po Danii, Francji czy Wielkiej
Brytanii.
To
właśnie tzw. analogi (nie mylić z
prototypem Polonez Analog Pick-Up 4x4);
najlepsze Poldasy jakie powstały. Na
pierwszym planie Elwood, z tyłu
ponuryzniwiarz na trasie Trójmiasto-Warszawa
(zdjęcie oczywiście przy wylocie z
Warszawy)
Auta
te miały cztery wersje silnikowe, dwie
1500 ccm i dwie 1300 ccm, w każdym
przypadku jedna z nich przystosowana do
normalnej, „żółtej”
benzyny (dziś już nawet takiej nie
ma), oraz do kryzysowej, niebieskiej
(swoją drogą, który szczaw w
ospojlerowanym Golfie dziś wie że w ogóle
kiedyś na stacji, po odstaniu godziny w
kolejce i oddaniu panu talonu na benzynę
plus w łapę za dodatkowy kanister, miało
się do wyboru: żółtą lub niebieską...).
Mało kto w ogóle wie o istnieniu
Poldasów na niebieską benzynę, szczególnie
w wersji 1300, której Elwood sam nigdy
w życiu nie widział, a miała ta
bestia moc około 50KM, co przy
normalnej wtedy czterobiegowej skrzyni
pozwalało mu rozpędzić się do ponad
110 km/h... Wspomnianym szlagierem
eksportowym, którego sporo wysłano na
tzw. Zachód (Polonez naprawdę nie był
tam jakimś rzadkim zjawiskiem) była
wersja ze wzmocnionym silnikiem 1500,
oczywiście na żółtą benzynę, o
mocy 82KM i bajeranckiej pięciobiegowej
skrzyni. Elwood miał taką furę i może
powiedzieć że po przebiegu prawie
czterystu tysięcy kilometrów fura ta
stoi u niego do dziś (i można ją
nadal uruchomić), co jest wynikiem
nieosiągalnym dla dzisiejszych Poldolotów.
Samochody te były (wszystkie) wyposażone
m.in. w obrotomierz, zegar kwarcowy,
wycieraczkę tylnej szyby i ogrzewanie
tylnej szyby, przeciwmgielne lampy z
przodu i z tyłu.
Szczegóły
luksusowo wyposażonego wnętrza Poldasa
kolegi Shpacoo. Tapicerka ze skóry
Jaguara w opcji. Sam właściciel
twierdzi że auto jeździ „jak po
szynach”; rzeczywiście,
zachowanie się pojazdu przy prędkości
powyżej 100 km/h może czasem zadziwiać
Przypominam
po raz kolejny, szczególnie młodszym
czytelnikom, że był to przełom lat
`70-`80, i takie wyposażenie nie w każdej
furze można było wtedy mieć nawet za
dopłatą. Wersje eksportowe miały pięciobiegowe
skrzynie i elementy osprzętu silnika i
wyposażenia na podzespołach
importowanych (może stąd ta ich zupełnie
inna trwałość i jakość). Produkcji
licencyjnych silników, na które
wywalono kupę kasy, nigdy oczywiście
nie uruchomiono. Słyszałem opinię że
ruskim nie pasowało że Poldas stał się
marzeniem każdego posiadacza Trabanta
czy Skarpety, nie mówiąc o Moskwiczu
czy Ładzie (też zerżniętej żywcem z
Fiata) i były naciski na FSO, ale
zaznaczam że to tylko moje gdybanie zasłyszane
parę razy w pracy. Wyprodukowano krótką
serię Polonezów 2000, z wspomnianym już
silnikiem dwulitrowym, ale było tego
malutko i w większości na potrzeby rządowe.
Luksusowa
limuzyna przygotowana jako prezent dla
prezydenta Reagana, ostatecznie jednak
odkupiona przez polską społeczność Ił2
jako reprezentacyjną limuzynę dla
swojego nestora sir Kosa.
Była
to fura z którą na zachodzie spokojnie
można było się wtedy pokazać i nie
parkować z tyłu za śmietnikami za
sklepem. Silniki Poldasa próbowano
unowocześniać, łańcuch rozrządu
zastąpiono paskiem, zmieniono układ
olejowy, z pełnym filtrem, inna komora
spalania, kolektory. Wszystko to jednak
nie zmieniało faktu, że silnik ten
nadal pochodził z lżejszego Borewicza
125p, gdzie i tak wywodził się jeszcze
z modelu Berlina z 1961 roku, a jego
korzenie sięgały lat czterdziestych.
Trudno było więc oczekiwać jakichś
rewelacyjnych osiągów po ciężkim
Polonezie, skonstruowanym, co też nie
każdy wie, zgodnie z najsurowszymi
normami amerykańskich towarzystw
ubezpieczeniowych (a były te normy
naprawdę wyśrubowane, stąd te śmieszne
zderzaki na amerykańskich wersjach
Mercedesów czy BMW).
Na
zdjęciu inż. ZooM demonstruje swoją
Syrenkę (jedyną w Polsce) przystosowaną
do wymagającej, amerykańskiej
homologacji. Zaokrąglone krawędzie bez
wystających kantów, zredukowana masa własna,
airbagi w kabinie pasażerskiej
zabudowane na stałe
Jedna
z najpopularniejszych metod tuningu
Poloneza w zakresie poprawy
przyspieszenia, opracowana przez Macrasa.
Od zera do setki przyspieszenie mierzone
jest w milisekundach !
No
dobra, wystarczy tego dobrego, teraz
Elwood sobie ulży za te wszystkie lata,
nerwicę i siwe włosy. Poldas nadawał
się do czegokolwiek do końca lat
osiemdziesiątych, ale pod warunkiem że
był wyprodukowany przed stanem
wojennym.
To
taka moja obserwacja na podstawie danych
statystycznych z serwisów. Potem było
już samo dobre. Początkowo kanapa
tylna nie była w ogóle składana,
zresztą i tak tylne słupki łączyła
stalowa belka. Ponadto dostęp do bagażnika
utrudniała wysoka krawędź tylnej ściany.
Sam bagażnik był jednak dość
obszerny.
Obszerny
bagażnik o pojemności 300l zaskakuje różnymi
możliwościami załadunku; AnD niestety
nadesłał nam nieostre zdjęcie...
To
co trochę przeszkadzało w Borewiczu, w
większym i cięższym Poldasie mnożyło
się razy dwa. Za mały był rozstaw kół,
zużycie paliwa mogło osiągnąć bez
przeszkód dwanaście litrów, przy
prawidłowo wyregulowanym silniku,
promień skrętu śmiało konkurował z
Nyssanem, ew. Żukiem (oba na tym samym
podwoziu, mającym trzydzieści dwa
punkty smarowania co kilka tysięcy
kilometrów).
Łatwość
parkowania była wielką zaletą w zatłoczonych
miastach. Poldas dzieki swojej poręczności
i zwrotności mógł się wcisnąć dosłownie
wszędzie. Na zdjęciu @pschik
demonstruje efektowne parkowanie dosłownie
„na styk”
Słaba
wentylacja wnętrza, cieknące
nagrzewnice, ogrzewanie zależne od ilości
chuchających pasażerów, przeciążony
silnik o dychawicznej elastyczności,
rezonujący i korodujący wydech,
wycieraczki pozostawiające 1/3 szyby
poza swym zasięgiem, światła mijania
raczej ozdobne, zbyt blisko
rozmieszczone pedały powodujące
jednoczesne wciskanie gazu i hamulca, ja
tak jeszcze długo mogę, potem wersja
X, czyli pięć biegów i 82 konny
silnik (eksport), od 1983 roku wersja
kryzysowa- bez części wyposażenia i z
metalowymi zderzakami. Informacja dla
nie związanych z motoryzacją; wtedy
zderzaki były przeważnie metalowe,
zastosowane w Poldasie tworzywo Bayflex,
na które zakupiono oczywiście
specjalnie licencję, a z którego
robiono zderzaki i listwy boczne, to
wtedy był full wypas. Próbowano tez
wtedy pierwszych Poldasów turbodiesel,
z dwulitrowym silnikiem firmy VM (dobra
firma, dobry silnik, ale nie do tego
samochodu) o mocy 84KM. Złe dobranie
przełożeń powodowało słabe wkręcanie
się na obroty, moc zaś oddawana była
opornie- 20 sekund do setki. Od 1986
roku, wraz z okienkami w tylnych słupkach,
wchodzi silnik 1.6, czyli zwykły 1500
chałupniczo na chama rozwiercany do
1600 ccm. Wysoka jakość wykonania i
trwałość tej jednostki to legenda
polskiej motoryzacji na równi z
silnikiem od poniemieckiej motopompy
strażackiej napędzającej jedyny
wprowadzony do produkcji powojenny
polski wyrób samochodopodobny, czyli
Skarpetę.
Na
zdjęciach jedyne polskie seryjne auto w
całej naszej historii. Prawdziwe
wyzwanie dla prawdziwego mężczyzny.
JMG prezentuje Wam pikantne szczegóły
i detale techniczne
swojej maszyny; zwróćcie uwagę
na efektowny lakier zmieniający odcień
( tylko w opcji)
Tu
widzimy jak niewiele miejsca zabierała
turystyczna wersja Poloneza po złożeniu.
Wygoda i funkcjonalność to
najmocniejsze atuty tego pojazdu. AnD na
wycieczce leśnej (to ten mniejszy na
zdjęciu)
Rok
później wchodzi Poldas Truck, czyli
przekleństwo każdego przewoźnika którego
nie stać było na cokolwiek innego. Z
tym samym silnikiem co i tak przeciążona
osobówka, Truck stał się koniem
roboczym raczkującego polskiego small
biznesu. Ładowność 1000kg, produkcja
do dziś w różnych wersjach; np. podwójna
kabina albo przedłużona skrzynia (w
fabryce samochodów w Nysie zbudowano
nawet prototyp Trucka z zabudowaną na
nim kabiną kempingową. Oni tam w tej
Nysie w ogóle znani są ze
specyficznego poczucia humoru, ostatnio
zdaje się zorganizowali konkurencyjną
wobec akcji Jurka Owsiaka imprezę w tym
samym czasie i miejscu, dowodząc swej
stuprocentowo polskiej mentalności).
Takim czymś, bo inaczej tego nie nazwę,
Elwood ciągnął wózek z szybowcem
plus paka wyładowana sprzętem i w
kabinie trzy osoby. Z Torunia do Grudziądza
dramatyczne trzy godziny walki z prądem
(żeby było do końca szczerze, to
obecnie produkowane Trucki, jakkolwiek
nadal gorsze od dwunastoletniej Toyoty
PickUp, są już bez porównania lepsze
niż kiedyś). W tym czasie też, z myślą
o rajdach, powstał 1500 turbo. 190 KM,
8 sekund do setki. Silniki te były
nietrwałe, zdarzało im się eksplodować
już na odcinku rajdu na który zostały
przygotowane. Faktem jednak jest że
Poldasy Stratus (tak się to nazywało)
to bardzo ważny i piękny rozdział w
historii polskiego sportu samochodowego,
tego Elwood nigdy nie neguje. Nieodżałowany
Bubel takim Poldasem wymiatał, o ile
sprzęt pozwolił dowieźć wynik do
mety. Hołek na takiej furze też
zdobywał pierwsze szlify.
Polonez
może także osiągać nieprawdopodobne
przyspieszenia boczne
W
1990 krótka seria z silnikami od Ścierki,
dwulitrowe, przeważnie milicja takimi
jeździła. Rozpoczęto też malowanie
na życzenie lakierami metalizowanymi.
No i wreszcie rok 1991, Caro... ooooo...
ujeeeee, bejbe... Wreszcie rozpoczęto
normalną produkcje silnika 1.6, co
poprawiło nieco ich żywotność (sam
nie wiem po co to piszę, czy przebieg
do remontu na poziomie 100 000km to jest
żywotność? Chyba w motorynce).
Zmieniono też zderzaki, pas przedni
wraz ze światłami i zresztą co tu się
rozwodzić, wszyscy wiecie jak to wygląda,
wyjrzyjcie przez okno, jak gdzieś przy
drodze stoi cokolwiek z włączonymi światłami
awaryjnymi a obok jakiś facet wali głową
w lampę to na 90% jest to Poldas Caro i
możecie podejść i popatrzeć (ew.
zachowując bezpieczną odległość
zapytać pana „jak się jeździ?”).
Wtedy też rozpoczęto montaż bardzo
udanego silnika wysokoprężnego pochodzącego
od PSA (Pedzie i Cytryny) o pojemności
1900ccm i mocy 68KM. Wołowaty, oczywiście,
ale przynajmniej trwały i oszczędny.
Ger0nim0
z YoYeczkiem prezentują Wam szczegóły
silnika. Proszę zwrócić uwagę na
precyzję i dokładność wykonania
poszczególnych elementów oraz śliczny
sweterek w paski
Rok
1993, Poldasowi poszerzono rozstaw kół
o 60mm, wprowadzono też nową deskę
rozdzielczą. Zmieniono wycieraczki,
wprowadzono zmodernizowany układ zapłonowy.
Odtąd plagą stały się kradzieże
cewek, które były bardzo drogie.
Ludzie są jednak głupi, i jak te
barany kupują potem na giełdzie od
faceta części, za pół ceny, a potem
się dziwią że ktoś im coś ukradł.
No cóż, każdą koniunkturę tworzymy
my sami, podobnie jak czasy w których
żyjemy. Od tego też czasu rozpoczyna
się przygoda Poldasa z silnikiem K-16
firmy Rover, i jest to jedyna w miarę
normalnie jeżdżąca wersja Poloneza
jaka dotąd powstała.
Legendarna
już trakcja i wzorowe prowadzenie
markowych wyrobów żerańskiej
FSO
Samochód
przystosowywano powoli do benzyny bezołowiowej,
niestety za chęciami nie nadążały
wypalające się gniazda zaworowe. Od
1994 roku aż do czasu przejęcia przez
Daewoo powstaje zaś to, o czym tak
naprawdę traktuje ten tekst, czyli
Poldas. Najgorszy, badziewny, koszmarny,
śmierdzący klocowaty twórca korków
ulicznych i zatorów, zmora dróg i król
poboczy. Wysłużone maszyny na których
go produkowano od dwudziestu lat, ludzie
którzy zamiast produkować samochody
produkowali związki zawodowe, jakość
materiałów które powodowały że
wiecznie cieknące silniki rzadko osiągały
sto tysięcy bez generalnego remontu.
Korodujące tłumiki, nieszczelne pompy
wodne z wyjącymi łożyskami, wycieki
oleju nie wiadomo skąd, padające
termostaty, cieknąca chłodnica,
instalacja elektryczna stanowiąca
czeski film skrzyżowany z „Never
ending story”, m.in. tak pomyślany
przewód od ogrzewanej tylnej szyby że
zamykanie klapy bagażnika
systematycznie go obcina o wystające
krawędzie, brak iskry zapłonowej
powodowany przez podatny na wilgoć układ
zapłonowy, świece we wklęsłych
gniazdach, w których zbiera się woda
nie mająca odpływu, jeśli silnik nie
jest gorący ta woda nie odparowywuje,
więc wjazd Poldasem w większą kałużę
oznacza kaplicę pośrodku bajora, wyjące
tylne mosty to już temat kawałów, końcówki
drążków kierowniczych z ich
dopuszczalnym luzem po czterdzieści
obrotów kierownicy w każdą stronę (a
kierownica bez wspomagania w Poldasie
obraca się lekko i precyzyjnie niczym
koło hamulcowe w wagonie towarowym), na
uwagę zasługuje też unikalny system
spowalniaczy, zmieniający każde nagłe
hamowanie w wyścig z czasem i test na
spostrzegawczość, natomiast hamulec ręczny
w Poldasie kojarzony jest zazwyczaj jako
ozdobny uchwyt dla przerażonego pasażera.
Fantastycznie resorujące zawieszenie, będące
połączeniem komfortu furmanki z trakcją
wózka dziecięcego zapewnia specyficzne
doznania dla każdego amatora mocnych
wrażeń, ukazując zupełnie nowe
wymiary panowania nad pojazdem, których
istnienia inni kierowcy współczesnych
samochodów nawet nie podejrzewają; całość
z piórowymi resorami niczym w Fordzie T
z lat dwudziestych ubiegłego wieku
zapewnia moc niezapomnianych wrażeń na
szybciej pokonywanych zakrętach, czyniąc
z każdego łuku prawdziwe wyzwanie dla
kierowcy.
Jakość
spasowania poszczególnych elementów
zaskakuje kapiącą do wnętrza wodą,
skrzypiącym plastikami, oraz
ergonomicznym umieszczeniem drążka
zmiany biegów zasłanianego własnym
kolanem, a korozja pojawiała się już
na folderach reklamowych. W 1997 roku
Holandia, ostatni importer tego urządzenia,
mówi że już dosyć. To był czas,
kiedy Poldas był jedynym chyba w
Europie samochodem osobowym z gwarancją
na nowe auto obowiązującą tylko w
Polsce i nigdzie indziej, ważną przez
rok i z limitem 15 000 kilometrów (Fiat
Seicento ma dwa lata, większość
normalnych samochodów trzy). Nawet
sracz czyli Seicento nie ma limitu
kilometrowego, a samochody które ten
limit mają, raczej nie schodzą poniżej
100 000 kilometrów. Gwarancja na
Poldasa oczywiście momentalnie wygasała
jeśli właściciel na własny koszt nie
przeprowadził przed zimą
zabezpieczenia antykorozyjnego podwozia
w ASO, gdzie pan Stefan wchodził pod
auto do kanału i klnąc na czym świat
stoi mazał podwozie Bitexem, którego
za cholerę nie można potem zmyć z
siebie. Nie miało to jednak większego
znaczenia, w specyficznych warunkach
zdarzały się sytuacje kiedy w ciągu półtora
roku nadwozie korodowało w stopniu
kwalifikującym je do przekładki.
Sytuację miał poprawić wprowadzony
rok wcześniej Atu (ten niby Poldas z
osobnym bagażnikiem), który wniósł
pewne nowości, między innymi problemy
ze sztywnością nadwozia, ale nie
poprawił. Wchodzi więc poprawiony Atu
Plus, tak samo brzydki ale lepiej wykończony.
Podobno. Rok później pojawia się
Kombi, czyli skrócona wersja powstałego
nieco później karawanu pogrzebowego.
Wszystkie silniki są już na wtrysku, a
w 2000 roku Koreańczycy przejmują firmę
i na tym ja tę historię kończę bo
jeszcze chwila i puszczę pawia.
Poldasa
można też nabyć w krótszej,
kompaktowej wersji. Doskonała
propozycja dla osób poruszających się
głównie po mieście
Chciałbym
serdecznie podziękować wszystkim którzy
(świadomie bądź nie) przyczynili się
do powstania tego niestety prawdziwego
opisu, w którym chciałem ulżyć sobie
za lata i nerwy zmarnowane przez ten
wynalazek, a więc moim niezawodnym
waflom: YoYeczkowi, Doktorowi,
Schmeisserowi, oraz całej załodze żerańskiej
FSO bez której powstanie tego tekstu byłoby
niemożliwe, a która w latach 93-98
produkowała opisane powyżej jedne z
najgorszych w Europie samochodów które
można było kupić jako nowe. Autorów
wykorzystanych zdjęć przepraszam jeśli
mieli coś przeciwko ich wykorzystaniu,
na żadnym jednak zdjęciu nikogo
rozpoznać nie można więc mam nadzieję
że mi wybaczą. No chyba że poniżej,
tu Mazaka chyba każdy rozpozna?
Doktor na swoim przecinaku w
szczerej, przyjacielskiej rozmowie z
Mazakiem
Strony
o FSO POLONEZ :
Tuning
: http://www.polonez.of.pl/
STRONA
JURKA PARUCHA : http://strony.wp.pl/wp/jerpar/powitanie.htm
Jakby
ktoś chciał sie zapisać Auto Klub FSO
: http://www.fsoautoklub.pl/
Autorem
tekstu jest : Elwood
|