|
Myśliwiec
narodowy

Heloł
All. Chciałbym od razu na
wstępie zaznaczyć, że jestem
subiektywny, choć otwarty na dyskusję.
To nie jest monografia, tylko przemyślenia.
Uprzedzam, że jeśli ktoś nie
interesuje się lotnictwem, to tu może
się tylko zdemoralizować nie mając
swojej (choćby pobieżnej) wiedzy na
temat. Chciałbym też od razu
potwierdzić pogłoski, jakobym miał
wrodzoną niechęć do Polonezów.

P.Z.L.
P.11c ze 112 eskadry 1 Pułku Lotniczego
w Warszawie (Brygada Pościgowa)
No to jedziemy. Na przykładzie PZL
P.11c można prześledzić całą
historię wzlotu i upadku pewnego
potencjalnie poważnego dużego państwa
w Europie środkowo-wschodniej. Zaczęło
się oczywiście wspaniale, początek
lat trzydziestych to najnowocześniejsze
lotnictwo myśliwskie na świecie.
Polskie lotnictwo. Cała uprzemysłowiona
Europa pieje z zachwytu nad naszymi
samolotami P.6 i P.7, Francja nieśmiało
pyta o ewentualne zakupy. Technologia
montażu pokrycia skrzydeł oparta na
patencie Wibaulta, jeden z pierwszych
metalowych samolotów w Europie, salon
Le Bourget A.D. 1930 położony na
kolana. I cóż się stało że się
zesrało, że w 1939 roku zostaliśmy z
majtkami na kostkach? Złożyło się na
to kilka przyczyn.
P.11c
nie był złym samolotem. Tyle tylko, że
czas biegł szybciej, niż procesy myślowe
u naszego naczelnego dowództwa. W
efekcie zapatrzenia się na teorie
Doucheta, we wrześniu `39 mieliśmy 120
bardzo nowoczesnych Łosi, których nie
miał kto eskortować, bo cała para
poszła w bombowce. Utopiono kupę forsy
i czasu w jakieś Żubry, Srakasie i
Sumy, Wichry, Wilki i Lamparty (Rysie),
a jak przyszło co do czego to okazało
się że nie ma kto nas bronić, bo o
ile prototypy Jastrzębia czy Sokoła
rokowały duże nadzieje, o tyle nie było
czym ich wprawić w ruch (cały program
silników Foka a potem Mars okazał się
miną, poza tym zawaliliśmy się
silnikami Jupiter i Mercury VIII, które
z kolei były już za słabe pod koniec
lat trzydziestych i niemożliwe do
rozwinięcia. Pakowano je później do
jedenastek jako P.11g Kobuz, z wiadomym
skutkiem).
"niemieckie" malowanie P11c
Właściwie
to śmiesznie wyszło, że państwo
dysponujące nowoczesnym przemysłem i
fantastyczną kadrą tuż przez wybuchem
wojny musiało zakupić u Hawkera
Hurricany (11szt.) i u Morane`a MS 406
(160szt.), bo z najnowocześniejszego
lotnictwa świata pozostały tylko
wspomnienia. Oczywiście zamówiony
stuff nie doszedł na czas, bo po co. W
efekcie, dla Mesiów bardziej
niebezpiecznym przeciwnikiem były Łosie
niż Pezetelki, które można było po
prostu olać ciepłym moczem,
ewentualnie pomachać im na „do
widzenia”. Żeby było jeszcze śmieszniej,
nawet P.7 wzięły udział w walkach.
Nie wiem naprawdę, czy to jeszcze
„ułańska fantazja” czy już
„Polak potrafi!”. Jeśli
jeszcze komuś dupa nie odpadła ze śmiechu,
to nadmienię, że siedmiu naszych
przyjaciół zza Odry (2 He111, Do17, 1
?, 1 Hs126, 2 Bf 110!!!) dało się spuścić
do kibla właśnie siódemkom, co
pozwala postawić pytanie o trzeźwość
niemieckich pilotów w pracy. Spadło
tylko 21 siódemek, czterech naszych nie
wysiadło by się przewietrzyć. To nie
film, to Polska. Dobra, wracamy do
jedenastek.
Po
śmierci Puławskiego na podwarszawskiej
uliczce w amfibii swojego pomysłu (Zyga
inżynierem był niezłym, tylko pamięć
miał słabą- mechanik który miał z
nim lecieć zatrzasnął się w kiblu i
Zyga poleciał sam z balastem zamiast
typa, tyle tylko że zapomniał zamocować
ten balast i się nieco zmarszczył. Piękna
śmierć, niech go drzwi ścisną).
Oczywiście, że P.11 był jakimś
rozwinięciem linii P.1-P.7, tyle
tylko że nikt jakoś nie zauważył
albo nie chciał zauważyć że możliwości
rozwojowe tej konstrukcji, a szczególni
tzw. polskiego płata (skrzydło Puławskiego)
wyczerpały się. P.24 naprawdę wcale
nie odbiegał tak dalece osiągami od
zwykłej jedenastki, by było warto o
nim zawracać Wam głowę. Z kolei Kobuz
był jakimś tam rzutem na taśmę,
pomysł w tej sytuacji nie był głupi,
tylko co z tego skoro zaledwie jeden
P.11g zdążył wejść do akcji, i to
praktycznie na żywca (dwa niemieckie
bombowce nad Kowlem). Najlepiej chyba
postąpili Rumuni, dostrzegając
konstrukcyjny kres możliwości
jedenastki i budując na niej swojego
IARa 80/81, który chociaż miał
identyczny silnik co P.24 (IAR80) i był
jednocześnie cięższy ponad 600 kg, był
o ponad stówę szybszy. Jedenastka miała
za to parę fajnych cech, które przy
umiejętnym wykorzystaniu pozwoliły
prowadzącym je pilotom rozwalić aż
141 niemieckich samolotów, z których
jak wiadomo poza He 51 czy Hs 126 każdy
mógł po prostu dać nogę przed
pezetelkami. Mówię tu o prawie
dwukrotnie mniejszym obciążeniu
powierzchni płata niż w Mesiu, co
pozwalało na robienie sobie jaj z
grawitacji i doprowadzanie pilotów Mesi
do kurwicy (na HL wygląda to podobnie-
Mesie w przelotach próbują ustrzelić
jedenastki zawracające w miejscu), a
także wytrzymałość konstrukcji
przekraczającą wytrzymałość pilotów
na przyspieszenia (wtedy to naprawdę
nie było takie oczywiste- ile jeszcze
samolotów tego okresu wymienicie, które
nie rozsypywały się zanim pilot nie
odpadł w black-out?), co pozwalało na
wykonywanie radosnych manewrów nie
znanych pewnie nawet Pugaczowowi. Ważna
była także bardzo szybka reakcja
silnika na przepustnicę, co też nie było
takie proste w czasach gaźnika. No i to
co najważniejsze- samolot nie posiadał
współczynnika Vne! Po prostu nie było
prędkości, do której nie mógł się
rozpędzić. Jego ograniczeniem w
nurkowaniu był własny opór, nie było
prędkości dopuszczalnej Co więcej,
można było go też wtedy gwałtownie
wyrwać, jedynym ograniczeniem było
serce pilota. Było to zresztą później
przyczyną śmierci kilku Polaków we
Francji już na Caudronach, które
rozbierały się w nurkowaniu.
Przyzwyczajenia bywają zgubne. Innym
patentem z serii „tylko my to
mamy” był zbiornik paliwa, który
można było odrzucić w razie draki (pożar,
ew. awaria-lądowanie dużym szybowcem
no problem).
Brygada pościgowa
Ogólnie
o ludziach którzy za pomocą P.11 (o
tych z P.7 nie wiem nawet co powiedzieć)
atakowali niemieckie kolumny pancerne
pod Toruniem czy Łodzią za pomocą dwóch
kaemów 7,9 mm można powiedzieć szaleńcy.
Można też bohaterowie. Ja skłaniam się
ku tej drugiej opcji.
Samolot
powstał na zamówienie Departamentu
Aeronautyki Ministerstwa Spraw
Wojskowych złożone w 1930 roku. Puławski,
ojciec pezetelek, nie doczekał ukończenia
prototypu- zginął zanim go ukończono.
Prace kontynuował Wsiewołod Jakimiuk,
późniejszy twórca Jastrzębia.
Samolot zbudowano w lipcu `31, Bolo Orliński
oblatał go w sierpniu (lotnisko
mokotowskie). W listopadzie jako
pierwszy polski samolot P.11 przekroczył
300 km/h. Początkowo zamontowano silnik
Gnome Rhone Jupiter (515 KM), śmigło
dwułopatowe. Potem wreszcie dotarł z
Anglii silnik Mercury. Samolot
pokazano na paru imprezach w Europie (Orliński,
na jednej z takich imprez tak wywijał
że przychaczył o drzewo i się
rozklepał, ale spoko) i w efekcie wpłynęły
wstępne zamówienia z Rumunii, Turcji
(to były wtedy naprawdę bardzo poważne
kontrakty, pamiętajmy o ówczesnym układzie
sił w Europie), Grecji, Szwecji,
Portugalii, Jugosławii, Bułgarii,
Estonii i Finlandii. Japonia i Czechosłowacja
interesowały się kupnem licencji i
samolotów (fragment o zakupach zerżnąłem
z pracy „Samoloty myśliwskie września
1939”, Krzysztof Cieślak,
Wojciech Gawrych, Andrzej Glass, NOT
Sigma, W-wa 1987- przepraszam jeśli nie
mogłem tego robić). Na jesieni samolot
otrzymał silnik Mercury (530 KM),
zmodyfikowano kadłub i ster kierunku.
Testowano różne śmigła, m.in.
Chauviere (346 km/h na 4000m). Na wiosnę
1932 roku założono owiewki na koła,
inną osłonę silnika (pierścień
Townenda był już obligatoryjny) i
owiewkę za kabiną i Jerzy Bajan
poleciał na mityng lotniczy do Zurychu.
Zajął tam drugie miejsce, bo Jugole (Sintić)
oszukiwali na paliwie. Pozostałe dwie
maszyny które mogły obskoczyć nawet
oszukujących Jugosłowian nie doleciały,
bo rozpieprzyły się podczas wygłupów
po drodze. Polska z bliska.
Kabinka w której nie trzeba myć zębów
przez całe życie - wietrzenie non stop
!
Dzięki
współpracy z francuską Gnome Rhone i
z myślą o salonie lotniczym w Paryżu
powstał 760 konny P.24, który
eksportowano później na Bałkany, do
Bułgarii i do Grecji. Także do Turcji
i Rumunii. Trzeci prototyp, z silnikiem
Mercury IVA poleciał do USA na National
Air Races (tak tak, te same) i osiągnął
tam największą prędkość, ale
prowadzący go Jerzy Kossowski na skutek
nieporozumienia językowego przeleciał
metę pod prąd i go uwalili. No
skandal, kurdelebele. Potem taki samolot
oznaczono jako P.11a i eksportowano do
Rumunii, bo nasi wojskowi jeszcze nie
mogli się rozstać z P.7. Wersja dla
Rumunii nazywała się potem P.11b, bo
miała powiększony pionowy statecznik i
inny pierścieniowy kolektor spalin (w
ogóle była to chyba najczęściej
zmieniana część samolotu- sam się
gubię w kształtach osłony silnika w
pezetelkach). Na wiosnę 1934 roku
rozpoczęto budowę P.11a dla naszej
armii, silnikiem był Bristol Mercury
IVS2 (517 KM). Różnił się poza tym
jedynie duperelami od P.11b, więc nie będę
przynudzał o innym schodku do wsiadania
czy lusterku na wiatrochronie. Oczywiście
dwa kadłubowe karabiny 7,9 rulez. Następnie
powstaje P.11c, który ma o 130 mm niżej
silnik, inny wznios płata przy kadłubie,
owiewka za kabiną sięgała usterzenia,
dodano klapkę wyważającą i zmieniono
kształt usterzenia poziomego, które można
było inaczej zaklinować na ziemi zależnie
od masy do startu, wyżej przeniesiono
kadłubowe kaemy, tak by pilot widział
tor lotu pocisków, dodatkowo dwa kaemy
zamontowano w płacie (notorycznie
demontowane z uwagi na pogorszenie osiągów),
możliwość podwieszenia pod skrzydłami
dwa razy po dwie bomby 12,5 kg.
„Przewidziano zastosowanie
radiostacji pokładowej” (i dwóch
poduszek, ABSu i włochatych kostek do
gry pod lusterkiem wraz z płytą CD i
napisem Pioneer na przyciemnianej tylnej
szybie). Samolot pałętał się po różnych
wystawach lotniczych Europy, ostatecznie
stając się P.11c z silnikiem Mercury
VS2 (potem VIS2) o maksymalnej mocy 600
KM na 4000 m, (potem 630 KM) czyli
nominalnej 565 KM (potem 590 KM).
Podobno miał wyciągać 375 km/h, ale
było z tym różnie. Tylko co piąty
miał cztery karabiny (te skrzydłowe i
tak zresztą demontowano), co nie wiem
który miał radiostację (Philips
N1L/L). Kobuz, czyli P.11g, z
silnikiem Mercury VIII o mocy 840 KM,
osiągał maksymalnie 390 km/h. Z tymi
osiągami, należy pamiętać o tym że
we wrześniu `39 silniki tych maszyn były
już mocno zużyte, toteż ich osiągi
pewnie tez były mniejsze. Z
ciekawostek- jedyny P.11a, jaki mieli Węgrzy,
to samolot na którym w nocy z 22 na 23
września Edmund Wyrwicki (tak, ten
Wyrwicki) wywiózł z oblężonej
Warszawy Mateusza Iżyckiego, późniejszego
dowódcę PSP w Anglii. Wylądowali w
okolicach (nie przepiszę nawet tej
nazwy !!!) i samolot przejęła później
Politechnika w Budapeszcie jako
holownika dla szybowców. Podobno wyciągał
nawet 5 m/s z holem. Jednego P.11c przejęli
Rosjanie w Kamieńcu Podolskim, (tak,
tam kiedyś była Polska), a także
jednego P.11a na terenie Łotwy. Kupę stafu (36 szt.) złapali oczywiście
Rumuni, podobnie jak Łosie tak i
pezetelki latały u nich na froncie
wschodnim (nie ma szczegółów, szukałem-
coś wiadomo tylko o Łosiach), a potem
jako szkolne. Podobno 10 sztuk
uruchomili ze zdobycznych Niemcy, na
pewno co najmniej jeden latał. W czasie
działań bojowych straciliśmy 97
jedenastek, wiele zniszczono też w
czasie odwrotu z polowych lotnisk z
braku benzyny i części. Do dziś
zachowała się tylko jedna prawdziwa
P.11c, zresztą poniemiecka (znaleziona
w niemieckim muzeum w 1945 roku).
Ciekawe,
że publicznie samolot zaprezentowano
dopiero w sierpniu 1936 roku podczas
defilady lotniczej na Okęciu. Tylnego kółka
brak , ale była płoza, i składały się
na nią następujące elementy: część
środkowa płozy, uszy płozy, sworzeń
stalowy, stopa stalowa, pazury
cementowane (?)- przyspawane, ucho
duralowe obszyte skórą, amortyzator
gumowy, uszka duralowe służące do
zaczepienia amortyzatora, linka stalowa
zabezpieczająca, amortyzator gumowy
ustalający normalne położenie płozy,
skóra zakrywająca otwór płozy w kadłubie,
sznurowadło. Uff...
Autorem
tekstu jest : Elwood
(
kontakt przez sturmovik@interia.pl
)

P.11a
z numerami bocznymi 31 i 44 (trzeci
niezidentyfikowany) ze 142 eskadry
Patch
v1.04 wniósł nam oczekiwanego P.11c. W
sumie jest to pierwszy symulator gdzie
mamy możliwość powalczyć na polskiej
maszynie i chwała autorom za to !!! Ogólnie
same wrażenia z lotu pozostają
poprawne, poza może najpoważniejszym,
gra z 1.04a ma istotny bug -zawiesza się
kokpit P.11c przy przekroczeniu
magicznej granicy 490 km/h (patch 1.04b
już to pewnie usunie). Radość latania
na p-jedynastce jest duża, ale można
też spojrzeć na to bardziej
krytycznym, modelarskim okiem.
Starty na P11c - do tego trzeba się
przyzwyczaić
Oto
właśnie „modelarskie”
podejście do tematu jednego z kolegów
:
Po
pierwszej euforii popatrzyłem trochę
krytyczniej, no i zaczęło się.
Wymienię dla ułatwienia w punktach :
1/
Wskazówka szybkościomierza
znika przy zatrzymaniu silnika po wylądowaniu.
2/
W złym miejscu pojawia się godła
jednostek, powinny troszkę do przodu,
tak by nie zasłaniać nr ser. płatowca.
3/
Kto wymyślił to kretyńskie godło,
rzekomo dyw.303 ??? Dyw. 303 stosował
godło 111 z Krakowa i to jest OK.
4/
Wymóc na projektancie aby zbiornik
paliwa , mógł być awaryjnie
zrzucany, tak jak zbiorniki dodatkowe w
innych typach sam.
5/
Na spodzie płata brak kodów radiowych
np. :504 (str. lewa od spodu, na zewnątrz
od szach.) T (na prawo od dołu)3/4
rozmiaru szach.
6/
Deska rozdzielcza poprawna w układzie
i kolorystyce, ale mało przestrzenna i
mało kontrastowa, przez co traci na
autentyzmie.
7/
Dolne szachownice na płatach nie
powinny mieć białych pól , malowano
tylko kolor czerwony!!!!
8/
Wykluczone odmaszerowanie podwozia, choćby
nurkował pionowo w dół.!!!!! Nie było
takich przypadków.
9/
Gdzie podziały się lusterka wsteczne?
jedno panoramiczne na szczycie
wiatrochronu, drugie (nie zawsze ) po
prawej na burcie?
10/ śmigło
trochę zbyt toporne, powinno być
troszkę smuklejsze.
11/
Nie widać KM-ów po bokach wewnątrz
kabiny.
Autorem
tekstu jest: Jurek
|