|
Polikarpow
I - 153 Czajka, MBR-2 i Po-2

|

Ostatnio
jak byłem (służbowo) u YoYeczka, wpadła
w me kosmate łapska broszurka (to
ostatnio takie modne na forum słowo)
pt. Typy Broni i Uzbrojenia: I-153,
wydana w złotych czasach tej tuby
komunistycznej propagandy czyli w roku
1983. Kurdelebele, no coś pięknego.
Takich bzdetów to ja już dawno nie
czytałem, ostatnio to chyba był Kloss
i seria z Tygrysem.... No po prostu aż
dziw bierze, że ta wojna trwała tyle
lat. To są chyba jakieś jaja. Mając
czołg Rudy 102, Klossa, Stirlitza,
Laparchera (takiego jak w Il2 Sturmovik)
oraz opisaną za chwilę I-153 Czajkę,
oni tę wojnę powinni byli zakończyć
w dwa tygodnie. Tylko jakieś przejściowe
trudności obiektywne tłumaczą przeciągnięcie
tego terminu. No ale jak to mówi
ponury, z pochyłej ulicy to i Polonez
zjedzie, więc do rzeczy.
Na
pierwszy ogień wrzucam MBR-2,
jako coś lekkostrawnego, a jakoś też
mało znanego.
Wodnosamolot MBR - 2
Jest
to o tyle ciekawa konstrukcja, że
podobnie jak Li-2 czy U-2 był to koń
roboczy ruskiej armii i służył jej
przez grubo ponad dwadzieścia lat,
szkoda więc że tak łatwo popadł w
zapomnienie. Skąd się to wzięło: otóż
na przełomie lat `20-`30 ruska flota
nie dysponowała jeszcze dobrym
rozpoznaniem dla swoich baz morskich. Były
co prawda łodzie latające Grigorowicz
M-9, ale ani ich zasięg ani prędkość
nawet w latach dwudziestych nie powalały
na kolana (nie będę tu strzępił
ozora, ten wątek można sobie poczytać
w samej grze przy opisie samolotu
MBR-2). Beriew, specjalista od tego typu
wynalazków, zaprojektował więc w 1932
roku (według Billa Gunstona był to
1931 jak już ją oblatali, a Mike Spick
podaje 1933, dlatego myślę że to
dobra średnia) łódź latającą Be-2,
którą oznaczono MBR-2 (morskij bliżnyj
razwiedczik, jak sama nazwa wskazuje).
Samolot był bardzo konwencjonalny, można
powiedzieć że wręcz typowy dla tego
okresu, jeśli porównać go z maszynami
innych państw, mam tu na myśli Cant
Z.501, Walrus, czy Dorniery Wal, a nawet
amfibia Puławskiego. Motor w środku ciężkości
konstrukcji, co panowie z Maddoxa (to
jak rozumiem oni pisali te opisy samolotów
w Sturmoviku ?) przypisują
Beriewowi jako wiekopomny wynalazek
stosowany później przez innych (a myślałem
że Claude Dornier czy Supermarine ze
swoimi Seagull zrobili to wcześniej, o
rety, jaki ja głupi jestem), sam silnik
to typowa radziecka konstrukcja BMW VI
(faszystowscy agresorzy skopiowali później
jego dokumentację i stosowali ten napęd
we wczesnych wersjach Dorniera Do 17,
skandal!), przemianowana później na
M-17B (chłodzony cieczą V-12, 680 KM).
Prototyp samolotu MBR-2 tuż przed
dziewiczym, pierwszym lotem
Później,
w wersji MBR-2bis z 1935 roku zastąpiono
go rodzimym AM-34N, który przy podobnej
konstrukcji osiągał 830 KM mocy
startowej (nie znam silnika AM-34NB
opisanego w grze jako stosowanego
seryjnie na tej konstrukcji). Kadłub całkowicie
drewniany, tak jak skrzydła, z dźwigarem
skrzynkowym ale z metalowym pokryciem.
Tak przynajmniej podają źródła
zachodnie, chociaż kompletnie nie
rozumiem po co. Maszyna mogła zabrać
trzy lub pięcioosobową załogę, zależnie
od wersji, oraz uzbrojenie w postaci dwóch
karabinów maszynowych 7.62mm SzKAS na
przodzie i w gondoli z tyłu a ponadto
300 kg żelastwa służącego
pozbawianiu bliźnich rąk, nóg, oczu
lub życia w całości, można też było
zabrać zamiast tego ośmiu pasażerów
(wersja pasażerska nazywała się
MP-1). Samolot produkowano w
macierzystej fabryce Beriewa w Taganrogu,
i wytworzono ich tam dobrze ponad 1500
sztuk. Była to udana maszyna, równie
dobrze startująca z wody jak i ze śniegu,
w razie potrzeby montowano do kadłuba
normalne koła lub narty i można było
wtedy używać go także z nawierzchni
utwardzonych. Oczywiście żadne
mechanizmy chowania podwozia w kadłub
jak w Catalinie nie wchodziły w rachubę.
Po wojnie samolot masowo wykorzystywały
flotylle wielorybnicze oraz kołchozy
rybackie jako podstawowy środek
transportu, maszyny te latały jeszcze w
latach pięćdziesiątych na Syberii i
zdążyły się załapać na listę
kodową NATO jako „Mote”. To
był zresztą taki czas że nawet Po-2
się załapał, jako „Mule”,
ale to inna historia. MBR-2 był mały,
prymitywny, powolny ze swoją prędkością
przelotową 190 km/h, to na pewno racja.
Ale też miał przy tym zasięg
maksymalny do 1500 km, i o to chodziło.
A,
przy okazji to może faktycznie parę słów
o Po-2,
bo to była jazda maksymalna, bez
wazeliny...
U-2
w symulatorze IL-2
Samolot
ten oblatano 7 stycznia 1928 roku (Michaił
Gromow), jako pierwszy ruski samolot
treningowy. Jest chyba najbardziej
znanym samolotem Polikarpowa i jednym z
najbardziej znanych samolotów w ogóle.
Początkowo nazwany U-2, służył w
jednostkach szkolnych i agrolotnictwie
oraz woził pocztę. Poza tym samolot
ten miał dość ciekawą właściwość,
otóż był chyba najprostszym w pilotażu
samolotem w historii lotnictwa. Kukuruźnik
(czyli zbieracz kukurydzy, ta
internacjonalistyczna później jego
nazwa powstała w kołchozach gdzie
opylał kukurydzę) wymagał dużych
umiejętności żeby wprowadzić go w
korek, a po puszczeniu sterów sam z
niego natychmiast wychodził. Nie istniało
w nim pojęcie przeciągnięcia
statycznego, bo zaciągnięty po prostu
sam opuszczał nos i rozpędzał się
(coś jak treningowe szybowce, np.
Kranich). Można było w nim puścić
stery i samolot leciał sobie przez jakiś
czas sam, na przykład. Minimalne obciążenie
powierzchni pozwalało na zupełnie
absurdalne przeciążania dopuszczalnej
masy startowej. Gdy wybuchła wojna,
samolot przemianowano na U-2VS (czyli
wojenny samolot, LOL) i skierowano na
front. I tu dopiero była jazda. Nawet
ponury nie zna wszystkich wersji i
zastosowań tego szmatolotu. U-2 były
praktycznie niewrażliwe na ostrzał,
jedyną ich newralgiczną częścią był
sam (niczym nie osłonięty) pilot.
Znane są przypadki odstrzelenia
silnika, górnego płata, któregoś z
dolnych płatów, części usterzenia,
do wyboru; nie ma problemu. W najgorszym
razie samolot po przymusowym lądowaniu
posłużył jeszcze jako skład
surowcowy wytwórni abażurów. System
sterowania tym wynalazkiem opierał się
na cięgnach mocowanych z jednej strony
do sterownic, a z drugiej do powierzchni
sterowych. Ponadto był przeważnie
zdwojony. Stopień komplikacji
konstrukcji niebezpiecznie zbliżony do
sterowania Poldasem (czyli spojler z tyłu
żeby łatwiej było pchać i ogrzewana
tylna szyba aby przy tym w zimie ręce
nie marzły). Konstrukcja całkowicie
drewniano-szmaciana, pokrycie płótnem,
tylko kratownica kadłuba była w miarę
stałym bo pospawanym elementem. No,
jeszcze łoże (mocowane i tak do
kratownicy) i mocowanie dźwigarów. Jeśli
chodzi o silnik, to przez trzydzieści
lat produkcji był to ten sam Szwiecow
M-11, pięciocylindrowy motorek
gwiazdowy o mocy 110 KM a po 1936 roku
przemianowany na M-11D (zmieniony stopień
sprężania) z mocą 125 KM. Do
zapanowania nad tym agregatem generującym
tak potężną moc potrzeba było
specjalisty co najmniej na miarę
naszego dzielnego oblatywacza Monza
Racing. Silnik tego samolotu praktycznie
nie dawał się przegrzać, a napędzał
drewniane dwułopatowe śmigło o stałym
oczywiście skoku. Podwozie było całkowicie
uzależnione od potrzeb, mogły to być
koła, narty albo pływaki. Oczywiście
zabudowane na stałe. Jeśli chodzi o
zastosowania, to tutaj dopiero są jaja,
bo np. jednym z wariantów była
samodzielna latająca komórka
propagandowa, czyli U-2 z wielkim
megafonem który latał nad niemieckimi
pozycjami i przez pół nocy puszczał
im propagandowe pogadanki albo najnowszy
Top Ten socjalistycznej listy przebojów..
Albo leciał facet i wrzucał (ręcznie
oczywiście) granaty ręczne do
niemieckich okopów. Albo tzw. żabki,
czyli bomby przeciwpiechotne o opóźnionym
zapłonie, które Niemcy tak nazwali bo
odbijały się od ziemi i podskakiwały
paręnaście metrów zanim wybuchły. To
wcale nie jest śmieszne, bo taki kukuruźnik
jak sobie leciał 65 km/h to naprawdę
facet miał tyle czasu że mógł wrzucić
nawet swojego peta, śmierdzącą walonkę
z dziurawą skarpetą i stare gacie
celując przez okno do niemieckiego
sztabu. Było przy tym mnóstwo wypadków,
bo loty „bojowe” na U-2
wykonywano przeważnie nocą poniżej
wierzchołków drzew aby uniknąć
efektu rozchodzenia się dźwięku
silnika i nie pozwolić piechocie uciec.
Toteż w większości przypadków
zaskoczenie za każdym razem było
totalne, natomiast wyposażenie do lotów
nocnych najczęściej nie nadążało za
chęciami pilotów. W tylnej kabinie
montowano karabin maszynowy dla
strzelca, dowolnego typu, w wersji
hardcore nawet 12,7 mm (znam tylko jeden
taki przypadek). Samolot z uwagi na swą
idioto- i przegięcioodpornosć z czasem
dostosowano do przewozu 250 kg ładunku
bomb lub rakiet. O tym jak wkurzały
Niemców może świadczyć fakt, że żaden
inny ruski samolot ze Sturmovikiem włącznie
nie był tak często wymieniany przez
Wehrmacht jako najbardziej upierdliwa
broń jak U-2. Ponad czterdzieści (na
conajmniej sto w ogóle) jednostek latających
na tych wynalazkach uzyskało status
„Gwardyjskich”!

O
samolocie tym można powiedzieć że
walczył bezpośrednio z piechotą, często
przelatując po prostu ponad jej głowami.
Po śmierci Polikarpowa w 1944 roku nazwę
samolotu zmieniono na Po-2, zapominając
chyba przy tym że faceta niedługo
przedtem zgnojono i oskarżono o
szpiegostwo na rzecz Niemiec. Wojna
tymczasem trwała dalej i nawet jeszcze
w Berlinie w maju pomiędzy domami
przemykały Po-2 doprowadzając każdego
myśliwca i dowódcę baterii
przeciwlotniczej do nerwicy. Okazuje się,
że ruscy niechcący stworzyli broń dla
której odrzutowe myśliwce i radarowo
naprowadzana artyleria przeciwlotnicza
były po prostu niegroźne. Broń ręczna
z kolei była nieskuteczna, chyba że
trafiło się pilota. Albo pilotkę, bo
na Po-2 latało bardzo wiele kobiet. Były
całe pułki kobiece nocnych bombowców
i łącznikowe. To musiała być
jazda... No ale wojna na szczęście się
skończyła, więc w wersji sanitarnej
(nosze wkładane do kadłuba, górna
pokrywa była uchylana, głowa i ramiona
chorego pozostawały na miejscu drugiej
kabiny a tułów i nogi w kadłubie w
kierunku statecznika) i agro i jeszcze
tysiącu innych samolot walczył dalej,
tym razem o pokój na wszystkich możliwych
szerokościach geograficznych zajętych
przez zdrowy blok socjalistyczny (z
arktycznymi włącznie). Wersji zresztą
było tyle ile potrzeb i pomysłów (nie
zawsze mądrych), toteż jeśli ktoś
pokaże mi zdjęcie tego samolotu jako
latającego punktu klinicznej i
ultrasonograficznej oceny struktur
jajnikowych i owulacji u jałówek po
luteolizie indukowanej za pomocą PGF2a,
to nie zaskoczy mnie.
Miał niewątpliwie wielki wkład
w dzisiejszy obraz świata, uczestnicząc
w wielkich projektach Józka, który był
tak pierdolnięty że był łaskaw kazać
zawrócić parę rzek albo rozpocząć
uprawę bawełny na pustyni Gobi na
przykład. Albo przenieść parę narodów
z jednego miejsca na inne. Te wszystkie
akcje zawsze w tle na zdjęciach mają
gdzieś Po-2. Produkcja oficjalnie zakończyła
się w 1954 roku, w Polsce (jako
CSS-13), ale tak naprawdę to nikt nic
nie wie bo jeszcze do lat siedemdziesiątych
samoloty te dostarczano jako agro do kołchozów
jako nowe. Oficjalnie był to trzeci typ
co do ilości wyprodukowanych samolotów
na świecie, tylko że nie uwzględnia
się tu samolotów w Chinach (oficjalnie
doliczono się ponad 33 000
wyprodukowanych i ujętych w seriach).
Część z nich lata do dziś. Są
bardzo odporne na korozję.
A
I-153, cóż, to taka parówa
jak I-16, tylko że dwupłatowa. Ale po
kolei:
Jak
wiadomo (a jak nie to sobie
przeczytajcie, gdzieś na tej stronie o
tym jest) na początku lat trzydziestych
ruscy sobie wymyślili, że będą mieli
szybki samolot przechwytujący i mniej
szybki ale bardzo zwrotny samolot do
wykańczania tych co byli na tyle głupi
by dać się parówie dogonić i jeszcze
potem wdać w walkę powietrzną,
najlepiej kołową. I tak kombinując
Polikarpow, który miał w tej materii
najwięcej do powiedzenia (w tym czasie)
opracował w 1933 roku dwa projekty;
pierwszym z nich była parówa, czyli
CKB-12 (później nie wiedzieć czemu
nazwany I-16), a drugi był CKB-3, o którego
nam chodzi. Samolot ten powstawał w
zasadzie jako naturalny, logiczny rozwój
samolotów I-5 i I-6, które powstały
pod koniec lat dwudziestych i latały
sobie od początku lat trzydziestych w
zasadzie aż do wybuchu wojny
(przynajmniej I-5). Samoloty te były
dwupłatowymi myśliwcami, z tym samym
silnikiem, oba o podobnej linii jak nasz
bohater, z tym że I-5 był nieco cięższy
i bardziej zwrotny niż I-6 ale kosztem
prędkości maksymalnej. Polikarpow uznał
(i chyba słusznie) że lepszym pomysłem
jest I-5, i tym też tropem potoczył się
dalszy rozwój wypadków. CKB-3 w
zasadzie był dalszym rozwinięciem I-5,
tyle że o wiele bardziej starannie
ubranym aerodynamicznie, np. podwójne
podpórki skrzydeł zastąpiono
szerokimi pojedynczymi, poprawiono
stateczniki, itp. Co ważne, w samolocie
zastosowano robiące w tym czasie karierę
w Europie tzw. polskie skrzydło (czyli
skrzydło Puławskiego) konstruując w
ten sposób górny płat. Aby nie bratać
się zbytnio z sanacyjno-imperialistyczną
technologią, ten układ płata Sowieci
nazwali Czajką. I stąd potoczna nazwa
samolotu. Cała konstrukcja to oczywiście
mieszanina duralu (przód) i płótna
(od kabiny pilota po cały tył).
Podwozie stałe, plus ruski patent czyli
płoza ogonowa sprzężona ze sterem
kierunku. Jako napęd zastosowano kupny
Wright Cyclone SGR-1820 F3 który ponoć
rozwijał 700KM. Silnik miał dziewięć
cylindrów i był chłodzony powietrzem,
obłożony był ponadto pierścieniem
Townenda (to też było wtedy modne).
Samolot oblatał znany sowiecki pilot
Walery Czkałow w październiku 1933 (Czkałow
wykończył się ostatecznie dopiero na
prototypie parówy z ośmiusetkonnym
silnikiem, ale nie wiadomo czy dostał
zawału z wrażenia czy udusił
się ze śmiechu). Tu jako ciekawostkę
należy zaznaczyć, że to wcale nie
jest tak, że I-16 był jakimś następcą
czy też rozwinięciem CKB-3... o, co to
to nie! Ruscy nie byliby sobą gdyby nie
zrobili tak, że najpierw do służby
wszedł I-16, który przynajmniej wyglądał
nowocześniej, a dopiero w 1939 roku do
służby wszedł I-153, i to w Mongolii
gdzie była wojna, wypierając tym samym
I-16 z tego frontu. Ale do rzeczy. Czkałow
sobie porobił parę kółek nad
lotniskiem, i okazało się że samolot
wyciąga 368 km/h, co na te czasy
rewelacją już nie było. Ale było co
innego. Okazało się otóż, że
samolot ten wykonuje pełny skręt o 360
stopni mieszcząc się w promieniu stu
metrów i w czasie ośmiu sekund. Czyli
ostro. Próby zakończono w 1934 roku i
samolot pod oznaczeniem I-15 skierowano
do produkcji, ale już z licencyjnym
silnikiem M-22 (to był Gnome Rhone
Jupiter, ten sam w który wpakowała się
Polska ze swoim P.11, w tym czasie
jednak był to bardzo popularny silnik
licencyjny), pochodzącym jeszcze z
I-5/I-6, i maszyna w porównaniu z
prototypem cosik jakby osłabła. Początkowo
samolot miał tylko dwa karabiny
maszynowe (PW-1), ostatecznie zrobiły
się z tego cztery i zaczepy podskrzydłowe
na lekkie bomby przeciwpiechotne.
Wprowadzono też płytę pancerną
(8mm), i osiągi siadły jeszcze
bardziej. W tym jednak czasie, a zrobił
się już rok 1935, ruscy opanowali już
technologię wytwarzania silnika Wright
Cyclone, czyli tego od którego zaczęliśmy
tę historię, i jako Szwiecow M-25 zaczęli
go zabudowywać do parówy i do I-15.Tak
sobie to piszę i zerkam na tę broszurkę
o Czajce co YoYo gdzieś wydębił, i
takie pierdoły tam widzę że aż sam
się do ponuregozniwiarza śmieję. A
ten nic. No cóż, ponury jest. A, nie,
przepraszam, metalowe śmigło zamiast
dotychczasowego drewnianego zastosowali.
No, to już postęp, żeby tylko jeszcze
miało regulowany skok, to już w ogóle
byłoby lux...
Niektóre
samoloty miały zamiast czterech karabinów
PW-1 dwa BS o kalibrze 12,7mm.
To
tyle o I-15, teraz szybciutko I-15bis i
zaraz będzie I-153. Bis to zerwanie z
sanacyjnym obciążeniem I-15, czyli górny
płat opracowano od nowa jako oddzielne,
nie połączone z kadłubem skrzydło.
Ponadto owiewki na kołach, kołpak na
piaście śmigła i większy zbiornik
paliwa wydłużający zasięg aż do 300
km (było to oczywiście związane z
koncepcją lotów transatlantyckich i
dookołaziemskich a później
orbitalnych i na księżyc). Samolot był
cięższy, wolniejszy, mniej zwrotny,
czyli był typową udaną radziecka
modyfikacją. W 1937 roku powstała
nawet z tego wersja dwumiejscowa,
szkolna. I tu dochodzimy do I-153.
Dalszy rozwój samolotu o układzie dwupłatowym
stał się sprawą skomplikowaną. Układ
konstrukcyjny takiego samolotu, z
narzuconymi ograniczeniami, stawiał
wyraźnie znak zapytania o celowość
tej drogi rozwoju. Teoretycznie można
by założyć tam silnik o wielkiej
mocy, schować podwozie i prędkość na
pewno by wzrosła, ale jednopłat byłby
z takim silnikiem i tak jeszcze szybszy,
spaliłby mniej a przy tym nie zwracając
uwagi na dwupłata wykonałby swoje
zadanie i odleciał. Dlatego też
sowieci zabudowali mocniejszy silnik i
chowane podwozie na dwupłatowym I-15.
Oznaczało to także zabudowę górnego
płata z I-15, czyli tzw. czajkę. Tak
powstał I-153 Czajka, ostatni sowiecki
bojowy dwupłatowiec, samolot bez sensu,
tak jak Poldas, nie mający kredensu, i
w ogóle hopsasa. Silnik wraz z osłoną
i charakterystyczną żaluzją chłodnicy
pochodził z I-16. Podobnie podwozie, z
tym że tu koła przed wejściem w kadłub
musiały obrócić się jeszcze o 90
stopni, żeby pilotowi lżej się kręciło
korbą (ponad czterdzieści obrotów).
Wiele elementów przeniesiono z I-16,
generalnie mając szybki jednopłat
zbudowano wolniejszy dwupłat i wszyscy
byli zadowoleni. Zastosowano wreszcie
karabiny maszynowe SzKAS, o wiele
szybsze niż PW-1, teraz uciekająca
faszystowska Foka nie mogła się już
prześlizgiwać pomiędzy pociskami
serii.
Czajka
była dosyć szybka jak na dwupłat (porównywalna
z Gladiatorem, wolniejsza od Fiata
CR.42), rozwijała nieco ponad cztery stówy
na maksie z wiatrem w plecy i pilotem po
grochówce, ale prawdę mówiąc nawet
Stukas o ile pozbył się bomb był w
stanie po prostu odlecieć do domu. Późniejsze
wersje miały już śmigło o
regulowanym skoku, ale nie miało to już
znaczenia. Ważniejszy był chyba montaż
prowadnic pocisków RS-82, po trzy (a później
po cztery) pod każdym dolnym skrzydłem.
A-10 Thunderbolt II to mała
popierdziawa, Czajka to jest dopiero
profesjonalny sprzęt. Na przykład
wszystkie klapki wyważające miał
nastawiane tylko na ziemi, a metalowy
fotel pilota (9mm, jak karoseria w
Skarpecie) był jego jedyną osłoną i
opancerzeniem. Sterowanie całkowicie ręczne,
linki, popychacze, te klimaty. Kołpaka
w praktyce przeważnie nie stosowano,
podobnie nie wszystkie Czajki miały
Hucksa (Zis czy inne gówno z patykiem
na dachu stawał z przodu i zaczepiał
się o nacięcie w piaście wału śmigła
jako rozrusznik zewnętrzny); część
maszyn miała własne rozruszniki
elektryczne Eklips (nie dotyczy oczywiście
I-15/15bis).
Czajka w niezbyt historycznym
malowaniu z dodatku do Ila-wersja
flyable z FB
Ruskie,
niezawodne, idioto- i mrozodoporne. Aha,
zbiornik paliwa był samouszczelniający
się w Czajce, też w przeciwieństwie
do poprzedników. Instalacja radiowa to
radiomagnetofon Kasprzak plus kaseta ze
zgranymi singlami zespołów Ich Troje,
Krzysztof Krawczyk i Tercet Egzotyczny
oraz w końcowej fazie produkcji
radioodbiornik RSI-3 (znany skądinąd)
ale tylko na samolotach szczebla dowódcy
pułku. Uzbrojenie przeważnie to cztery
SzKASy 7,62mm, umieszczone tak jak to
widać w naszej grze, rzadziej cztery
BSy 12,7mm. W wersji I-153P były dwa
SzWAKi 20mm, a Finowie poszli na całość
i w swoich zdobycznych Czajkach zrobili
prawdziwy folklor. Tam to celowniki mogły
być nawet z rozbitych Mietków, z
Gladiatorów przeważnie przekładali
Browningi 7,7mm, a podwieszane pod
dolnymi skrzydłami dodatkowe zbiorniki
paliwa to przeważnie standardowe
Junkersy; w ogóle to nikt nic nie wie,
każdy inny. Radosna twórczość. Co
ciekawe, okazały się u Finów lepsze
od ich własnych Gladiatorów (chodzi
nie o jakość i komfort pilota w zamkniętej
kabinie, ale o odporność na garażowanie
pod metrem śniegu). A na koniec michałek
z broszurki od YoYeczka z serii TBiU z
czasów komunistycznej jedynie słusznej
wersji historii: „w sierpniu 1941
(nie podano ani daty ani miejsca- Elwood)
czwórka samolotów I-153 dowodzonych
przez A. Smirnowa atakowała niemiecką
kolumnę zmotoryzowaną. W trakcie ataku
została zaatakowana przez osiem Me
109E. W trakcie walki piloci radzieccy
zestrzelili dwa Me 109E bez strat własnych”.
Komentarz: ruscy zapomnieli że wojna w
Hiszpanii już się skończyła, a
szkopki jak ich zobaczyły to się
zakrztusili ze śmiechu i doszło do
zderzenia w powietrzu. Ale gwoli ścisłości
i prawdy historycznej, to jeszcze w początkowej
fazie walk w Hiszpanii samoloty te miały
swoje pięć minut. To że się to trochę
przeciągnęło, aż do 1941 roku, to już
inna sprawa. Trudności obiektywne...
Zestawy
zdjęć :
http://www.skyshow.co.nz/pages/album.html
Autorem
tekstu jest : Elwood
|