|
>>
Douglas Commercial DC-2 Uiver / FSX <<

Historia
przybiera czasem zupełnie zaskakujące
zwroty, również w lotnictwie, bo kto
by przypuszczał, że samolot Donalda
Douglasa, który został zaprojektowany
jako maszyna pasażerska w formie i
nazwie DC-1 zostanie aż dwa razy
przekształcona na zasadzie właściwie
kosmetyki i stanie się jednym z
najbardziej popularnych, znanych samolotów
XX wieku? Nawet to za mało, stanie się
symbolem pewnego okresu latania
wyznaczając nowe ścieżki na drogach
kontynentalnych czy międzykontynentalnych.
Zaiste słynny DC-3 właściwie niewiele
się różni od swojego pierwowzoru
DC-1, a doskonały zmysł lotniczy
Douglasa, spowodował, że swego czasu
była to maszyna bezkonkurencyjna. Nie
tylko szybka i pakowana ale i
ekonomiczna, a do tego wygodna i
bezpieczna. Nie bez kozery mówi się,
że Douglas wprowadził nowy standard
latania pasażerskiego. Droga do osiągnięcia
ideału Douglasa, czyli DC-3, dzięki któremu
właściwie zbudował swoje imperium
(czy też silnie umocnił), nie była długa.
Od projektu numer 1 minęło zaledwie
parę lat, a w momencie produkowania już
szeroko DC-2 na deskach kreślarskich
Douglasa od dawna już istniał projekt
zmian w swoim sztandarowym Airlinerze.
Sam Douglas zresztą od początku
swojego zamiłowania do lotnictwa
przejawiał niesamowitą inteligencję
lotniczą i talent w projektowaniu i
pomysłowość konstrukcyjną oraz niewątpliwie
miał bakcyla do biznesu. Połączenie
tych cech, wróżyło tylko jedno
– komercyjny sukces dla przedsiębiorstwa
Douglas Commercial.
Sama
recenzja modelu do FS2004 DC-3 powstałą
już jakiś czas temu na łamach serwisu
YoYosims (model MAAM). Dziś skupiamy się
na protoplaście słynnej Dakoty, czyli
DC-2, modelu przeznaczonego dla FS2004
oraz FSX, a wydanego przez Holendrów we
wrześniu 2007. Model jest o tyle
ciekawy, że jest zbudowany na podstawie
relikwii DC-2, odrestaurowanego
samolotu, który pokonał swego czasu
olbrzymią trasę z Anglii do Australii
biorąc udział w wyścigu. Wracając do
genezy serii DC od Donalda Douglasa,
samolot powstał na bazie pewnego
zdarzenia, które niejako uświadomiło
społeczności (paxów) niebezpieczeństwo
latania. Otóż w marcu 1931 roku doszło
do wypadku samolotu Fokker Trimotor F10A
(jednego z bardziej popularnych typów
samolotu pasażerskiego w Stanach w
tamtym okresie, patrz też Ford Trimotor)
linii TWA. Samolot tuż po starcie
stracił swoje skrzydło, w wyniku czego
runął na ziemię grzebiąc ciała pasażerów
i załogi. Do tego sprawa została
bardzo nagłośniona przez media ponieważ
w samolocie tym leciał legendarny
trener drużyny piłkarskiej Knute
Rockne (info TUTAJ).
O wypadek obwiniono konstrukcję mieszaną
płatowca, która najprawdopodobniej nie
wytrzymała oblodzenia skrzydła, w
wyniku czego drewniana konstrukcja płata
po prostu się złamała i maszyna
zanurkowała w stronę ziemi. Zła fama
rozeszła się błyskawicznie po USA,
gdzie loty pasażerskie stały się porządkiem
dziennym. Nikt już nie chciał latać
na drewnianych konstrukcjach. Wszystkie
linie lotnicze Ameryki rozpoczęły na
gwałt szukanie nowego samolotu. Wówczas
Donald Douglas wpadł na pomysł
zbudowania maszyny całkowicie
metalowej, która zagości w sercach
Amerykanów i będzie najbardziej wziętym
liniowcem kontynentalnym w USA. Pomysł
ambitny, ale taki był i Douglas tworząc
swoje wcześniejsze samoloty dla wojska,
które co rusz to biły jakieś tam
rekordy masy albo prędkości. Firma
zaprojektowała samolot, który
wykorzystywał gładką blachę wg
koncepcji J.K.Northropa, która
charakteryzowała się użyciem alcadu
– stopu aluminium, będącego
odpowiednikiem duraluminium. Samolot pod
nazwą DC-1 został oblatany już w
czerwcu 1933 roku (w Dniu dziecka). Łączył
w sobie niewątpliwie cechy, których
szukały ówczesne linie lotnicze i
szybko zwrócił na siebie uwagę prezesów
tych firm.

Samolot
posiadał całkowicie konstrukcję
metalową, wyposażono go w dwa silniki
Cyclone. Uzyskiwał dużą prędkość
przelotową (m.in. zastosowano chowane
podwozie), a co ważne przy lądowaniu ją
wytracał dzięki mechanice potężnych
klap. Tak spokojny lot na pewno musiał
podobać się pasażerom przyzwyczajonym
do nieco innych warunków. Sama kabina
była obszerna i mieściła oprócz załogi
12 miejsc siedzących. Samolot w
pierwszym locie osiągnął już prędkość
338 km/h. Kolejna modyfikacja polegała
na wsadzeniu silników nieco
mocniejszych marki Pratt Whithey 5D.G o
mocy 700 KM. Samolot odbywał liczne
testy i kolejno ustanawiał co raz to
nowsze rekordy (których „żywotność”
w tamtych latach była bardzo krótka).
Wersję seryjną DC-1 oznaczono jako
DC-2 zwiększając tym samym liczbę
zabieranych paxów do cyfry 14-tu.
Pierwszy
z nich wystartował 18 maja 1934 roku w
barwach TWA do regularnego lotu pasażerskiego
(dostarczono również do TWA DC-1 już
w grudniu 1933 roku, na którym liniowi
piloci też ustanowili parę rekordów).
Samoloty DC-2 stały się symbolem TWA i
od tej pory zaczęły gościć we
wszystkich folderach reklamowych linii
TWA, a do tego w symbolice przedsiębiorstwa.
Sukces szybko rozszedł się w świecie
i inne firmy transportu lotniczego zaczęły
zamawiać nowy samolot Douglasa. Zamówienia
posypały się od KLM’u, Swissair,
CSA (Czechosłowacja) i polskiego Lotu,
który zamówił 3 modele DC-2 zaznaczając,
że chce inny silnik (Bristol Pegasus
VI, chodziło oczywiście o serwis,
model ten oznaczono jako DC-2B). Do tego
doszły zamówienia wojskowe (Army Air
Corps, oznaczenia samolotu zmieniano w
zależności od wersji). Zamówienia złożyły
również Lufthansa, Japan Air
Transport, Aero O/Y (Finlandia), Lineas
Aereas Postales Espanolas (Hiszpania),
Manchurian Airlines. W Stanach DC-2 latały
w cywilnych liniach AA, TWA, Pan Am, EAL.
Popularność nowej ekonomii lotu jaką
wprowadził DC-2 wciąż nabierała na
sile. Łącznie wybudowano niecałe 160
modeli DC-2, gdyż dość szybko Douglas
przerzucił się już całkowicie na słynnego
później DC-3 i C-47.

Jednym
z najbardziej znanych Douglasów DC-2
jest holenderski PH-AJU. KLM wpadł na
pomysł wystawienia swojego DC-2 w wyścigu
MacRobertson Trophy Air Race, który miał
odbyć się w październiku 1934 roku.
Miał być to lot o bardzo długiej
trasie: Anglia – Australia.
Samoloty miały wystartować z
Mildenhall (EGUN), a wylądować w
Melbourne, Flemington Racecourse Airport.
Nagrodą główną była kwota 75.000$.
Zasady wyścigu pozwalały wziąć udział
w nim praktycznie każdej maszynie
powietrznej. Nie było ograniczeń
wielkościowych płatowca, silnikowych
czy też dotyczących ilości załogi
czy pasażerów (w trakcie wyścigu nie
mógł się pojawić jednak inny pilot
za sterami maszyny, niż ten, który/rzy
byli na pokładzie samolotu). Po prostu
należało wystartować i dolecieć.
Zwycięża ten, który w możliwe najkrótszym
czasie doleci do mety. Samoloty powinny
także posiadać urządzenia
nawigacyjne, racje żywnościowe na 3
dni / na każdego członka załogi,
świece dymne/sygnalizacyjne, pontony
ratunkowe. Dla Douglasa było to też
ambicjonalne wydarzenie, ponieważ
startował konkurent DC-2, Boening 247.
Do wyścigu zgłoszono 60 załóg, dotarło
i wystartowało 20. Wyścig rozpoczął
się 20 października 1934 roku o
godzinie 6.30. Do mety doleciało 9 załóg,
niektórzy piloci nie dolecieli na własne
życzenie jak na przykład J.A. Mollison,
który zdrowo zachlał podczas jednego
postoju i następnego dnia uszkodził
nieodwracalnie silnik stosując złe
ustawienia skoku śmigła. Również załoga
DC-2 miała dramatyczne wydarzenia.
Podczas finałowego odcinka lotu załoga
nad Albury NSW (Australia) wpadła w
bardzo gwałtowną burzę i musiała wylądować,
ponieważ jednak w pobliżu nie było
gdzie, a nie można było sobie pozwolić
na
uszkodzenie samolotu zadecydowano
o najbliższym prowizorycznym lądowisku.
Ludność Albury NSW okazał się bardzo
pomocna, a zwłaszcza jeden z inżynierów
z Elektrowni Albury. Włączał on i na
przemian gasił światłą całego
miasta by naprowadzić załogę DC-2 na
kurs do lądownia, a lądowisko stanowiły
ustawione w szereg samochody mieszkańców
z włączonymi światłami tworząc tym
samym oświetlony i jakże nietypowy
runway dla holenderskiego Douglasa.
Uiver wreszcie wylądował, by następnego
ranka, gdy opadły mgły wystartować do
kontynuowania wyścigu
MacRobertson’a. Później miasto
uzyskało wsparcie finansowe od
KLM’u w ramach podziękowania, a
burmistrz Albury dostał holenderski
medal. Zawody wygrała ekipa na DH-88
Comet (G-ACSS Grosvenor House), a na
drugim miejscu znalazł się ... KLM ze
swoim DC-2 Uiver i holenderską załogą
(K.D. Parmentier, J.J. Moll, B. Prins,
C. Van Brugge). Samolot doleciał z
czasem 90h13min, Comet 71h, a trzecie
miejsce zajął wspomniany Boening z
czasem 92h55min (czasy pokazują jaka
dramatyczna musiała być walka między
załogą od DC-2 a Boeningiem 247-D).
Warto też dodać, że DC-2 wiózł
pocztę oraz pasażerów! Holenderski
DC-2 uzyskał nazwę Uiver, co oznacza w
naszym języku Bociana.

W
roku 1984, w rocznicę słynnego
przelotu PH-AJU, holenderscy
konstruktorzy zrekonstruowali jeden
egzemplarz DC-2 ze zbiorów US Navy
nadając mu historyczną rejestrację i
po pięćdziesięciu latach powtórzyli
wyczyn trójki dzielnych Holendrów z
roku 1934. Obecnie samolot ten
stacjonuje w muzeum Aviodrome w Lelystad
(Holandia) i czasem można go zobaczyć
na lotniczych pokazach w Europie.
Samolot ten stał się też składnicą
i wiedzy i tekstur dla holenderskich
modelarzy, którzy wydali model DC-2 dla
FS9/FSX bazując na muzealnym eksponacie
z Aviadrome, który mamy przyjemność
testować.
W
Polsce Douglas DC-2 służyły w barwach
Lotowskich. Linie lotnicze PLL Lot
zakupiły 3 egzemplarze o nazwie DC-2B,
w których zastosowano na życzenie
polskie, silniki Pegasus 6 (były one
zresztą mocniejsze niż amerykańskie).
Chodziło o zapewnienie serwisu jakim
dysponowali wówczas Polacy. Jak pisał
"Przegląd Lotniczy" w numerze
3 z 1936 roku, po wprowadzeniu DC-2 i
Electry do służby (pisownia
oryginalna):
"[...]
Z tego też względu P.L.L. LOT po
przeprowadzeniu gruntownych studjów nad
wszystkimi typami samolotów,
wyprodukowanemi ostatnio przez przemysł
lotniczy całego świata - nabyły
samoloty produkcji amerykańskiej typu
Douglas i Lockheed Electra. [...]
Posiadają tak samo komfortowo urządzoną
kajutę pasażerską (doskonałą
izolacja tłumi szum silników i łagodzi
wibrację, bardzo wygodne fotele, które
można dowolnie przechylać, znakomita
wentylacja, toaleta z bieżącą wodą i
t.d. [...] Porównując oba typy samolotów
można określić Douglasy mianem
nowoczesnych, komfortowych autobusów,
Lockheedy zaś wytwornych samochodów
osobowych.[...] Lockheedy użyte zostaną
na nasze linje komunikacyjne z chwilą
wejścia w życie letniego rozkładu lotów,
to jest od dnia 5-go kwietnia 1936 roku.
Wówczas Douglasy, które jak wiadomo,
latają już w Polsce od kilku miesięcy,
obsługiwać będą linje międzynarodowe,
cieszące się największą frekwencją,
Lockheedy zaś linję "trzech mórz"
łączącą Bałtyk z Morzem Czarnym i
Egejskim, zapewniając połączenie w
jednym dniu z Warszawy do Aten".
Po
wybuchu wojny samolot którego polskie
malowanie można znaleźć w omawianym
dodatku został internowany na Łotwę.
5 września wylądował w Rydze,
pilotowany przez kpt. Z. Barciszewskiego.
W sierpniu 1940 roku, gdy Związek
Radziecki zajął Łotwę, samolot DC-2B
SP-ASK PLL Lot przejęło lotnictwo
radzieckie i otrzymał czerwone gwiazdy.
Gdy za to w lipcu 1941 roku Niemcy zajęli
Łotwę, spalili wrak polskiego DC-2
rozbitego już wcześniej przez Rosjan
przy starcie do Moskwy w październiku
1940 roku.
Czegóż
zatem można chcieć więcej? Kawał
ciekawej historii, jakże elegancki DC-2
(wg. mnie bardziej klasyczny i dostojny
niż DC-3), modelarze, którzy są
fascynatami DC-2 Uiver, oparcie modelu
na prawdziwym i namacalnym samolocie i
piloci, którzy pamiętają latanie na
DC-2. Skarbnica wiedzy i podkład pod
przygotowanie faktycznie realistycznego
modelu do Flight Simulatora. Czy
sprostali temu wyzwaniu?

O
modelu DC-2 Uiver (FS9) trzeba przyznać,
że słyszano od dawna. Nie skłamię jeśli
powiem, że był to już rok 2004. W tym
też roku mieliśmy szereg screenów z
tego FS’a przedstawiających wyśmienitą
bryłę pomniejszonego Douglasa. Potem
jakoś sprawa ucichła, aż w tym roku,
na Forum Sim-Outhouse
zaczęły
pojawiać się wieści na temat modelu
DC-2 już również pod FSX. Model miał
być też kompatybilny z FS9 (do którego
przecież powstawał w latach
2004-2005). Twórcy powoli, nie spiesząc
się dziergali swoje, aż tu nagle Bum!
Informacja na Forum, potem otwarcie
nowej www wydawcy DC-2, a niedługo później
rozpoczęcie sprzedaży modelu DC-2
Uiver w sieci na zasadzie Download. Oprócz
tego dostaliśmy darmową scenerię
lotniska Aviadrome (pod FS2004 ale działa
też w FSX z pewnymi błędami), zaś
sprzedaż, zgodnie z informacją twórców,
ma wesprzeć też prawdziwy egzemplarz
holenderskiego DC-2 i całe Muzeum.
Bardzo przypomina to pomysł od MAAM,
gdzie też mamy modele z muzeum, scenerię
lotniska (darmową) oraz wsparcie dla
Muzeum MAAM ze sprzedaży modeli. Wypisz
wymaluj europejska kopia amerykańskiego
pomysłu, no ale, że my jesteśmy tu, a
oni tam, zostańmy przy swoim ;). Zresztą
taktyka jest bardzo logiczna i cieszyłbym
się jakby kiedyś krakowskie muzeum również
wpadło na tak genialny pomysł
podreperowywania sobie swojego budżetu.
Poza tym jest to sprawa dość prestiżowa
bo taki zakup wiąże się z jakimś tam
kultywowaniem tradycji, a zakup to taka
lotnicza cegiełka. Można dorobić do
tego dużo teologii i czystego
marketingu i tylko patrzeć jak się
wszystko ładnie rozkręca.
Model
jak na razie (właściwie niecałe trzy
tygodnie po premierze) można nabyć
jedynie w wersji do ściągnięcia i to
tylko ze strony twórców produktu. Plik
z modelem mierzy sobie około 40Mb i
sprzedawany jest na zasadzie znanej od
Flight1 (wrapper). Czyli ściągamy i by
rozpakować plik musimy go wpierw zakupić,
czyli posłużyć się kartą kredytową.
Po transakcji mamy odblokowane funkcje
instalacyjne. Cena, można powiedzieć,
że jest bardzo atrakcyjna (porównując
do wydań addonów dużych firm, gdzie
dodatek przeważnie kosztuje ok. 30
euro) i wynosi 20$ lub 15 euro. Trzeba
przyznać, że za takie kwoty to raczej
nie kupi się obecnie np. w takim
Simmarkecie żadnego dodatku payware pożądnej
klasy. Twórcy się dość cenią, a
tutaj jeszcze część idzie jako cegiełka
na muzeum. Pakiet przeznaczony jest dla
FS2004 oraz FSX i zawiera model DC-2.
Scenerię można ściągnąć z www w
dziale Purchase. Przy instalacji do FSX,
należy niektóre pliki przenieść ręcznie.
Trochę niepotrzebnie, bo można było
zrobić po prostu dwie wersje
instalacyjne dla FS2004 i FSX i nie byłoby
zabawy. Nie chodzi mi o FS’owych
wyjadaczy tylko o osoby z komputerem czy
strukturą Microsoft Flight Simulatora
na bakier. Twórcy jednak chyba nie
adresują swojego dodatku do nich, a może
chcą ich w taki sposób nieco wyedukować?
Stworzenie jednak odpowiedniej wersji
instalacyjnej, to zaledwie 20-30 minut
więc tym bardziej mnie to dziwi.

Poza
tym nie ma problemów. Po instalacji
warto zajrzeć do Folderu w FS z
samolotem gdzie mamy manuale. Manual ten
jest też dostępny na zasadzie przeglądarki
www na stronie wydawcy DC-2. Tutaj
kolejna zgroza. Mamy 14 małych (często
1-3 stronicowych) plików pdf. Pytam się
po co? Nie lepiej zrobić to w jednej
wersji, jako jeden plik podzielony na
rozdziały? Instrukcje zawierają
wszystkie przydatne dane, nie są one
wykonane jakoś efektownie, w ładnej
oprawie, często są to zwykłe skany
nawet materiałów archiwalnych bez
jakiegoś komentarza od autorów.
Niemniej sposób ich wydania pozostawia
wiele do życzenia. Mam wrażenie jakby
niektóre sprawy w dodatkach do modelu
DC-2 nie zostały przemyślane i
skupiono się nich minimalnie. Co prawda
jak już wspomniałem zawartość owych
14-tu pedefów jest wystarczająca dla
fana FS’a, a dodatkowo można
znaleźć wiele info o realnym
zastosowaniu niektórych spraw, działania
systemu paliwowego czy konfiguracji
silników samolotu dla różnych faz
lotu, to jednak tak dziwny podział
traktuję jako uchybienie.
Wchodząc
do FSX’a (bo w tym środowisku
DC-2 był testowany), pojawiają nam się
trzy modele DC-2 (holenderski,
szwajcarski i czeski), samych modeli, a
właściwie skinów, jest znacznie więcej
i można je ściągnąć dodatkowo z
Avsim.com za darmo (przeważnie w
kolorze naturalnym). Musimy w FSX
zaakceptować też gaugi (FSX spyta się
o to przy próbie po raz pierwszy
uruchomiania DC-2 automatycznie)
tworzone z myślą o FS2004.

Sam
model 3D płatowca zrobiony jest bardzo
dobrze i reprezentuje klasę modeli płatnych
z wyższej półki. Krągłości dece dwójki
autorzy wymodelowali bardzo ciekawie i
nie widać praktycznie żadnych dziwnych
załamań czy nienaturalnych kantów na
modelu zewnętrznym. Trochę bardziej
jest to jednie widoczne na podwoziu (koła
główne) oraz przy natarciu skrzydeł,
lecz sam kadłub wykonany jest
perfekcyjnie. Nie zabrakło też
wszystkich masztów Douglasa oraz
charakterystycznych reflektorów
przednich służących do lądowania.
Niektóre rzeczy, jak np. silniki, zostały
tylko delikatnie wymodelowane by tworzyć
mapę wklęśnięć – wypukłości.
Wszystko zostało opatrzone jednak
doskonałymi fototeksturami, które
dodatkowo tworzą efekt złożoności
modelu 3D. Wszystkie powierzchnie
ruchome płatowca, takie jak klapy
(bardzo ładnie wykonano ożebrowanie
powierzchni wewnętrznych klap), lotki,
ster poziomy i pionowy jest wymodelowany
i ruchomy (w tym trymowanie). Podwozie
składa się nierównomiernie, koła
osobno pracują z dodatkowymi efektami
amortyzacji goleni głównych, ruchome również
są łopaty śmigieł w zależności od
położenia dźwigni skoku śmigła w
kokpicie. Koło tylne jest całkowicie
skrętne, zgodnie z wychyleniem steru
kierunku, istnieje też możliwość
jego zablokowania do startu z poziomu
kokpitu. Na zasługę do wyróżnienia
zasługują wspomniane fototekstury, które
są naprawdę świetnie wykonane dając
bardzo realne odblaski / refleksy
naturalnego koloru DC-2. Słowem model
zewnętrzny DC-2 Uiver pierwsza klasa.
Oprócz tego model wyposażony jest w
parę dodatkowych animacji. Z poziomu VC
możemy otworzyć oba okna w kabinie
(pilota i co pilota), których otwarcie
widoczne jest też na zewnątrz.
Kombinacjami klawiszy można otworzyć
drzwi pasażerskie modelu, drzwi załogi,
możemy również wystawić flagę (dla
odpowiedniego rodzaju tekstury mamy flagę
odpowiadającą danemu krajowi), można
podstawić zewnętrzny akumulator, dodać
klocki pod koła główne, czy schodki
pod luk pasażerski. Większość
animacji znika gdy uruchomimy silniki bądź
podczas kołowania, wszystko w dość
logicznej całości i zastosowaniu.
Trzeba przyznać, że autorzy modelu pod
tym względem naprawdę się postarali i
jeśli przyszło nam czekać na ten
model DC-2 to na pewno można powiedzieć,
że było warto.

Wnętrze
modelu składa się z wirtualnego
kokpitu oraz paneli 2D. Jeśli chodzi o
panele 2D to sytuacja może pozostawiać
wiele do życzenia. Mamy właściwie
tylko jeden większy panel – jest
to panel główny samolotu, oraz
dodatkowe nowocześniejsze wstawki (jak
np. gps) ale, że osobiście nie
przepadam za 2D oraz sam FSX spycha
panele 2D na margines stosowania, to mi
to w zupełności nie przeszkadza, że
jest ich tyle ile jest. Pod Shift+3 mamy
za to ciekawy panel informacyjny, który
podaje nam najważniejsze dane ładunkowe
itp. naszego aktualnie DC-2. jest to
opcja dynamiczna, co oznacza, że w zależności
od załadunku dane będą się różnić.
Automat obliczy też nam trymowanie
samolotu dla startu podając w zależności
od aktualnej wagi poziom ustawienia
trymetru wysokości (na ogół ustawiamy
trymer na take off na wartość ujemną).

Wszystkie
funkcje, a nawet o wiele więcej jest
dostępna z poziomu VC i jest to też
ciekawsze i bardziej edukacyjne. Wnętrze
3D podzielone jest na trzy segmenty w
DC-2, mamy kabinę załogi + część załądunkową,
luk pasażerski i łazienkę. Najmniej
dokładnie wymodelowane są dwa ostatnie
luki oparte bardziej na zasadzie
symboliki 3D. Widać, też wyraźne załamania
na, na przykład fotelach. Fakt tylko,
że to w zupełności nie przeszkadza
(bo ciężko sterować samolotem z
takiej łazienki ;) a mamy jakiś pogląd
na wygląd tych pomieszczeń u starego
Douglasa. W zależności od wersji możemy
mieć też różnego rodzaju tekstury w
środku, w tym specyficzne kolory dla
poszczególnych linii, na przykład w
modelu TWA. Czasem zmieniają się też
gazetki w fotelach. Drobiazg a cieszy.
Między poszczególnymi sektorami mamy
otwierane drzwi na zasadzie kliknięć
myszką.


Przejdźmy
teraz do wirtualnego kokpitu. Pierwszą
rzeczą jaka się rzuca w oczy to
zastosowanie również i tutaj
fototekstur. Mamy ich dwa rodzaje
– wnętrze czarne lub
zielono-czarne (wszystko w zależności
od wybranego modelu). Sama kabina jest
obszerna i przypomina tę znaną z DC-3.
Fototekstury nie są może super jakości
ale nie rażą też jakimiś błędami w
oczy i wyglądają dość realistycznie
(przyzwoita, a nie przesadzona
rozdzielczość). Oczywiście oprócz
przyrządów mamy animowane wolanty,
orczyk, dźwignie sterowania mocą,
skokiem i miksturą, trymery (w tym wskaźniki),
sterowanie chłodzeniem silnika,
wszystkie AZS’y, przełączniki,
pracują nawet wycieraczki (choć nie
udało mi się ich wyłączyć po włączeniu!).
Mamy też fajnie animowany dostęp do
systemu gaśniczego.

Jeśli
okaże się że mamy problem z podwoziem
możemy użyć do tego dźwigni
manualnego wypuszczenia podwozia i tak,
jak w realu, włączy nam się wtedy
animacja i charakterystyczne pompowanie
mechanizmu. Zadbano również o animacje
foteli. Można bowiem odsuwać podłokietniki,
z tyłu możemy wysunąć dodatkowy
fotel. Naprawdę jest takich małych
smaczków dla klikaczy sporo i mogą one
dostarczyć dodatkowej frajdy z zabawy i
latania na Douglasie DC-2. Jeśli chodzi
o oprzyrządowanie to oczywiście nie
liczmy na bardzo zaawansowaną awionikę
czy glass cocpity ;D. W końcu to
samolot lat 30-tych. Dysponujemy
podstawowymi zegarami lotniczymi, plus
awioniką nawigacyjną typu VOR, ILS,
NDB, co oznacza, że jednak spokojnie większość
lotów możemy odbyć na DC-2 nawet przy
złej widoczności (w niektórych
przypadkach należy kliknąć na wskaźnik
położenia VOR by przełączać się między
NAV1, NAV2, podobnie też jest z
radiem).

Większość
zegarów jest, podobnie jak w Dakocie,
zdublowana. W centrum panelu głównego
znajduje się też prosty w obsłudze
autopilot, poniżej transponder oraz
radio COM i NAV. Niektóre zegary
wymagające tego wyposażone są w pokrętła
OBS. Podobny jest też układ w konsoli
centralnej do DC-3. Mamy manetki zarządzania
pracą silnika, trymery oraz selektory
do zbiorników paliwowych (jeden rodzaj
dźwigni pozostał tutaj nieokreślony i
nie animowany) . Nad głową znajduje się
panel typu overhead do zarządzania
elektryką,
a w tym startery, włączniki
generatorów, awioniki, radia i pakiet
do świateł. Obok mamy też magneto i
iskrowniki oraz charakterystyczne włączniki
do ustawienia śmigła w chorągiewkę
w przypadku awarii w locie (co
oczywiście też działa i jest widoczne
na modelu zewnętrznym 3D). Na prawo
mamy amperomierze i włącznik
wycieraczek. Ogólnie trzeba przyznać,
że jak na samolot tamtych lat, ten jest
dość nieźle wyposażony i tak. Oczywiście,
kokpit był budowany na bazie współczesnego
samolotu z Aviadrome. Nic więc
dziwnego, że pomimo swojej klasyki i
majestyczności musi mieć trochę więcej
nowocześniejszego oprzyrządowania, zwłaszcza
w zakresie nawigacji. Autorzy dodali też
ADF, w który oryginalny DC-2 nie jest
wyposażony (samolot muzealny) ale
stanowi on dość ważną rzecz dla fanów
FS’a i dawnego latania. Wszystko
to jest ładnie animowane (odświeżanie
wskaźników bardzo dobre), a do tego
mamy kilkanaście zapalających się
niezależnie kontrolek. Osobiście uważam,
że kokpit zrobiony jest na piątkę.
Fototekstury dają dużo realizmu, a
kilkanaście godzin za sterami DC-2 w
lotach nie pozwoliło mi wykryć jakiś
niedoróbek, czy niesmacznych bugów.
Dobry, stary standard pożądanego
naprawdę samolotu. Między widokami możemy
przełączać się w zgodzie już z FSX,
czyli stosując klawisz "S"
oraz "A" dla obserwacji już
poszczególnych sekcji (zamiast paneli
2D).

Właściwości
lotne DC-2 nie były wcale takie super.
Owszem, był to samolot dobry i
wyznaczający nowy trend w lotnictwie światowym,
niemniej należało uważać podczas
latania na tej maszynie. Na pewno nie był
to samolot typu pocisk „fire and
forget” ;-). Samolot był skłonny
do przeciągnięć najprawdopodobniej w
związku z niedoborem w mocy, którą to
dopiero poprawiono w wersjach DC-3.
Prowadziło się go jak dużą, ospałą
ciężarówkę (trafiłem na takie właśnie
opinie pilotów w necie), a gwałtowne
wychylenia sterów mogły być ciężkie
do korekcji, bo mogłoby być już za późno.
Jeśli jednak samolot prowadziło się
po prostej (airliner) i przestrzegając
zaleceń to można by rzec, że była to
maszyna nie sprawiająca kłopotów.
Oczywiście, jeśli byłaby tak doskonała
to nie powstałby zapewne DC-3. Sam
model DC-2 Uiver do FS’a był ponoć
testowany przez członków ekipy latającej
na realnym samolocie z Aviadrome, do
tego wiele spostrzeżeń z lotu
zastosowano w efesowym modelu na bazie
ich wspomnień. Fakt, że samolotem się
lata bardzo przyjemnie. W Fsie cierpi on
akurat na przyrost mocy. Wyporność
klap jest olbrzymia, chociaż nie
stosuje się ich kompletnie podczas
startu (procedury check listy opisane są
w sposób wystarczający). Pełnią rolę
bardziej hamulca aerodynamicznego niż
klap. W locie samolot trzeba trymować
do prostego lotu. Dość łatwo też
utrzymać kulkę w środku zakrętomierza,
a spalanie paliwa jest faktycznie małe
(przy niskich ustawieniach silnika
samolot wciąż nieźle „ciągnie”).
Moment przepadnięcia jest może troszkę
za późno, ale ten fragment lotu na
pewno „testowali” owi realni
piloci, na których się powołują
autorzy modelu... więc nie mam nic
tutaj do dodania.

Podczas
schodzenia samolot nie zachowuje się
bardzo statecznie i trzeba poświęcić
mu troszkę uwagi, wytrymowany ładnie ląduje
i co istotne lądujemy na DC-2 na dwa
punkty, by później dotknąć kółkiem
ogonowym powierzchni lądowiska. Oprócz
samego FM model ma bardzo ciekawy system
uszkodzeń. Mówię o uszkodzeniach
mechanicznych podczas lotu. Przegrzany
silnik, pracujący za długo na obrotach
ponad normę w Fsie możemy uszkodzić,
a za silnikiem pojawi się smuga
czarnego dymu. Wówczas uruchamiamy
procedurę awaryjną, odcięcie dopływu
paliwa do silnika, mieszanki paliwowej
oraz ustawienie śmigła w chorągiewkę.
Lot można kontynuować na jednym
silniku z tendencją zniżania. Dość
mocno go ściąga, zatem albo kopiemy
wciąż orczyk albo trymujemy płatowiec
na boki. Lądowanie jest pełne wrażeń.
Dalej kiedyś nawaliła mi instalacja
hydrauliczna. Pompowanie manualne też
nie pomogło (o dziwo) i postanowiłem
wylądować na schowanym podwoziu.
Polityka D.Douglasa zapewniała w takim
wypadku "miękkie" lądowanie
i bezpieczne dla paxów, dzięki tak
skonstruowanemu podwoziu, że koła i
tak wystawały z luków pod gondolami
silników nawet po złożeniu. Jedyne co
to uszkodzeniu powinno ulec poszycie
oraz same łopaty śmigieł. Do lądowania
wybrałem najbliższe lotnisko
trawiaste, po wykonaniu jednego koła,
zminimalizowałem dopuszczalną prędkość
i ... elegancko wylądowałem na brzuchu
bez tzw. Crasha z FS’a. Sim
rozpoznał, że model ląduje na kołach,
chociaż oczywiście nie była w stanie
już kołować. Brawa dla twórców.
Skoro jesteśmy już przy kołowaniu.
Model fazy taxi jest tutaj bardzo wrażliwy,
należy go wyczuć i pamiętać o pewnym
opóźnieniu w reakcji na kołowanie .
Dobrze przy tym sterować również
silnikami osobno i hamować hamulcami na
kołach niezależnie (jest to technika
najbardziej efektywna). Przy starcie
blokujemy koniecznie kółko ogonowe i w
momencie uchwycenia już właściwości
kierunkowych przez ster lekko korygujemy
tor rozbiegu. W przeciwnym razie działanie
odśrodkowe śmigieł zepchnie nas z
pasa w buraki. To co mi się bardzo
podoba, to to, że modelowi trzeba poświęcić
nieco uwagi, z jednej strony jest prosty
w lataniu już po odbiciu, z drugiej
niektóre fazy lotu mogą przysporzyć
odrobiny kłopotów. Dalej, złe zarządzanie
silnikiem doprowadzi do zapewne jego
zatarcia (nawet obu silników). Niewątpliwie Fly Model DC-2
jest ciekawy i wnosi trochę świeżości
do świata Flight Simulatora, jest też
w pewnym sensie wymagający uwagi od
pilota.

Skoro
już chwalimy, to pochwalmy też za dźwięki,
które w FSX brzmią jak miód na uszy
(ale nie ten miód o którym teraz myślicie
:D). Różne poziomy RPM pięknie tutaj
słychać, rozruch też jest przyjemny i
oprócz unoszącego się dymu spalin słychać
świetnie dźwięki rozruchu silnika i
terkoczące ospale zawory coraz mocniej
i mocniej by wreszcie obudzić się do
życia równomiernym stukotem. Sporo też
mamy dźwięków drobiazgowych (np.
otwarcie okien itp.). Brak mi
popiskiwania potężnych hamulców, ale
to jest rzadkość w addonach i tylko
rewelacyjny Do-27 od Digital Aviation
jak na razie to posiada. Dźwięki różnią
się też oczywiście na te zewnętrzne
i wewnętrzne. Nic dodać nic ująć. Znów
pierwsza klasa (sound był zapewne
zgrywany z prawdziwego DC-2 z Aviadrome).
Klatkowanie
modelu w FSX jest przyzwoite ale nie
jest on optymalizowany pod FSX’a.
Całkiem możliwe, że w FS2004 działa
nawet lepiej. W zależności od scenerii
klatkowanie w FSX wynosi od 22 do 60 w
wirtualnym kokpicie u mnie. Przy złożonych
sceneriach przeważnie są to minimalne
wartości, bliskie 22-24, przy
fotosceneriach ok. 40-50 fps na ziemi. W
obu przypadkach po osiągnięciu ok.
3000 stóp klatkowanie w VC wzrasta do
poziomu ponad 40 fps. Model zewnętrzny
nie obciąża wiele, VC jest bardziej
wymagający ale jego działanie jest
satysfakcjonujące. Ponieważ model
powstawał pod FS2004 został przeładowany
teksturami, to samo można zrobić w
wersji dla FSX (tylko, jak np.
opracowywana Catalina od Aerosoftu) i w
takim wydaniu zapewne chodziłby
doskonale jeśli twórcy skorzystaliby z
SDK SP1 do Flight Simulatora X. Ogólnie
jednak nie jest, źle i samolotem da się
dość przyjemnie latać nawet przy cięższych
dla sprzętu sceneriach, a latanie z
Trackiem IR to czysta przyjemność. Co
do scenerii Avidrome jest ona dość
wymagająca (chociaż nie jest bardzo
skomplikowania) ale to tylko dodatek do
DC-2.

Samolot
DC-2 nie zagrzał zbyt długo miejsca w
historii lotnictwa. Można powiedzieć,
że jego kariera (chociaż oczywiście
były dłużej użytkowane) zamknęła
się na przestrzeni 3-4 lat. DC-2 dość
szybko została wyparta przez młodszą
córkę - Dakotę, jednak należy pamiętać,
że słynna DC-3 czerpała właśnie
know-how ze swojego poprzednika całymi
garściami, dlatego też oba samoloty są
tak bardzo do siebie podobne i mają
wiele takich samych rozwiązań (DC-3
ponoć też latało się przyjemniej niż
DC-2). Tak czy siak miłośnicy nieco
starszego latania powinni zacierać z
radości swoje łapki. Twórcom modelu
DC-2 Uiver udało się przeskoczyć
poprzeczkę i stanąć na wysokości
zadania. Model ma troszkę drobnych
niedociągnięć jednak widać, że poświęcono
mu dużo uwagi i wiele miesięcy (ba,
lat) pracy. Wydanie jego jednak jest
nieco spóźnione, powinien pojawić się
co najmniej półtora roku temu w wersji
dla FS9, jeszcze przed premierą FSX.
Model posiada wiele dodatkowych
animacji, ma fajnie zrobione kokpity,
jest w pełni (prawie) interaktywny. Bryły
3D są ładnie wymodelowane, ma doskonały
sound pack, świetne fototekstury (w tym
bogaty zbiór różnych malowań, a
nawet polskie PLL Lot) i ciekawy model
lotu. Słowem, jeśli ktoś lubi
airlinery okresu międzywojennego, a
przy tym lubi sylwetkę słynnego
Douglasa powinien bez dwóch zdań sięgnąć
po holenderskiego DC-2 Uiver dorzucając
swoją cegiełkę do muzeum lotnictwa w
Lelystad w postaci 15 euro. Tak, cena
modelu też może motywować do zakupu i
pokazuje, że można wydać naprawdę
ciekawy samolot do FS’a za bardzo
przyzwoite i rozsądne pieniądze.
Samolot doskonale nadaje się do lotów
kontynentalnych w FS. Jego maksymalny pułap
wynosi prawie 7000 metrów, a zasięg
1750 kilometrów. Do tego model jak i
oczywiście DC-2 wygląda po prostu
bardzo ładnie, klasyczna konstrukcja z
dużą dozą lotniczego romantyzmu.
Samolot przyciąga wzrok, chociaż jego
sylwetka utarła się w świecie
lotnictwa można powiedzieć, aż do
znudzenia. Klimat jaki za sobą cięgnie
jest w Fsie również na szczęście
dostępny. Model zasługuje na ocenę
bardzo dobrą i śmiało go polecam.
Brawa dla autorów!
dodano 29.09.07
YoYo
Click!
Polityka oceny w serwisie YoYosims
Przydatne
linki:
Historia
wyścigu TUTAJ
oraz TUTAJ,
a także obowiązkowy film na Youtube TUTAJ
na temat wyścigu.
Strona
producenta i miejsce zakupu DC-2 Uiver
(w tym dodatkowe informacje oraz
screeny):
DC-2
Uiver Pack
Komputer
testowy:
-
procesor- Intel Core
Duo E6600 64bit (Socket 775) 2.40
Ghz (OC 2,80Ghz), 1066 Mhz FSB, 4Mb L2 Cache
-
płyta główna-
Gigabyte GA-965P S-3 (chipset P965)
-
pamięć- 2x1024 MB
(Dual Channel 2Gb PC6400, DDR2 800Mhz
Geil)
-
grafika- GeForce GF
8800GTS 340Mb, PCI-E x16 (3dmark03:
34.295, 3dmark05: 13.824, 3dmark06:
9.792)
-
dźwięk- Creative
Sound Blaster X-Fi Extreme Music + głośniki
Logitech 5.1 model X-530
-
dysk- Samsung
SP0812N (80Gb, 7200 RPM, Ultra
ATA133 - system) oraz Seagate
Barracuda 7200.9 Ultra ATA, 250 Gb -
FSX
-
system- Windows
Vista PL 64Bit Home Premium Edition
-
TrackIR 4 Pro +
Vector Pro
-
joystick: Logitech
Force 3D
-
pozostałe
kontrolery: Saitek X45+Throtlle
Quadrant CH Products, CH Pedals USB,
-
moduły panelowe: FS
LCD, Go Flight GF-P8
|