|
Lynn
oraz Bill Lyons przedstawia: LZ127 czyli
Latające
cygaro
Trochę
z kartek historii o sterowcach
Sterowce to aerostaty z własnym napędem. Dzielą się pod względem konstrukcji. Wyróżniamy trzy zasadnicze konstrukcje : szkieletową, półszkieletową i ciśnieniową.
Na początku XX wieku Niemiec Ferdinand von Zeppelin skonstruował nowy rodzaj sterowca – Luftschiff-Zeppelin 1. LZ 127 Graf Zeppelin to jeden z wielkich sterowców szkieletowych wybudowanych w Niemczech w okresie międzywojennym przez wytwórnię Luftschiffbau Zeppelin GmbH z Friedrichshafen nad Jeziorem Bodeńskim. Wzbił się w powietrze w roku 1900, miał konstrukcję szkieletową ze stopów lekkich, z wieloma zbiornikami na gaz nośny zastosowaną później w najbardziej zaawansowanych sterowcach lat 30tych.
Pierwszy zeppelin miał długość 126,8 m i średnicę 11,6 m. Jego napęd stanowiły dwa silniki spalinowe „Daimler” o mocy 5
kW. 2 lipca 1900 r. o 20:00 wzniósł się wraz z 5 osobami i 350 kg balastu, po czym wykonał 18-minutowy lot z Friedrichshafen nad Jezioro Bodeńskie. Już podczas drugiej próby uzyskał prędkość około 27 km/h.
Konstrukcję rozwijano, tak że jeszcze przed I wojną światową uruchomiono regularną komunikację sterowcową przewożąc przeszło 35 tysięcy osób. Podczas wojny sterowce Zeppelina użyto bojowo, w tym do nalotów na Londyn. Budowano sterowce coraz większe, już pasażerski LZ-7 z roku 1910 miał długość 148 metrów, bojowy LZ-104 z 1917 aż 226,5 m.
Ferdinand von Zeppelin zmarł w roku 1917 ale pozostawił następcę w osobie dr Hugo
Eckenera. W roku 1926 rozpoczęto budowę nowego, wielkiego sterowca - tytułowego LZ-127 Graf Zeppelin.
Parametry techniczne sterowca LZ-127 Graf Zeppelin to: długość 236,6 metry, średnica: 30,5 metry, pojemność 105 000 metrów sześciennych, w tym: gaz nośny (wodór): ok. 75 000 m, gaz napędowy (gaz
Blaua): ok 30 000 m, masa własna: 58 000 kg, masa użyteczna: 15 000 kg, napęd: 5 umieszczonych w gondolach silników Maybach o mocy 388 kW (530 KM) każdy, prędkość maksymalna: 128 km/h, prędkości przelotowe były zwykle niższe, oscylując wokół 100 - 110 km/h, w zależności od siły i kierunku wiatru, który wpływał na prędkość i zasięg sterowca, zasięg: 10 000 km, niektóre źródła podają 12 000 km, , liczba pasażerów: 20.

LZ
127 Graf Zepelin zapewne nad Jeziorem
Bodeńskim
Pierwszy lot LZ 127 "Graf Zeppelin" odbył się 18 września 1928 roku, a w październiku 1928 roku sterowiec odbył swój pierwszy lot transatlantycki do Stanów Zjednoczonych.. Choć był to spory wyczyn, jednak sterowce już wcześniej latały przez Atlantyk.
Następnym wyczynem miał być lot dookoła świata. Lot rozpoczął się w Lakehurst (głównej bazie sterowcowej na wschodnim wybrzeżu USA). Ponieważ ze względu na korzystny kierunek wiatru lot odbywał się z zachodu na wschód, "Graf Zeppelin" musiał więc polecieć najpierw ze swojej bazy w Friedrichshafen (skąd wystartował 1 sierpnia o godzinie 3.30) do Stanów Zjednoczonych. W Lakehurst wieczorem 7 sierpnia 1929 roku nastąpił oficjalny początek podróży dookoła Ziemi, po czym sterowiec powrócił do Niemiec, aby następnie przelecieć nad Rosją Radziecką do Tokio. Z Japonii LZ 127 wyruszył przez Pacyfik do Los Angeles, po czym pokonawszy kontynent amerykański dotarł 29 sierpnia 1929 roku z powrotem do
Lakehurst, zamykając obwód Ziemi. Wreszcie, przelatując już po raz trzeci Atlantyk, dotarł 4 września do portu macierzystego w
Friedrichshafen, kończąc ostatecznie rekordowy przelot. Trwająca łącznie przeszło miesiąc podróż zakończyła się pełnym sukcesem. Pokonano prawie 50 tysięcy kilometrów z kompletem pasażerów na pokładzie, udowadniając przydatność LZ 127 do dalekiej komunikacji, w tym transatlantyckiej.
Ogółem trasa liczyła 49 618 km, sterowiec przebywał w powietrzu około 450 godzin, a więc prawie 19 dni, uzyskując średnią prędkość podróżną ponad 100 km/h.

LZ
127 podczas wyholowywania z hangaru dla
zeppelinów
LZ 127 Graf Zeppelin ma na swoim koncie jeszcze inne spektakularne wyprawy, z których najważniejsza wydaje się być wyprawa polarna w roku 1931. Po dwóch krótkich wyprawach do Norwegii i Islandii w roku 1930, 24 lipca 1931 roku sterowiec wystartował z
Friedrichshafen, po czym przez Berlin, Leningrad, półwysep Kanin dotarł najpierw na Ziemię Franciszka Józefa a następnie na Nową Ziemię. Dokonano udanej wymiany poczty z lodołamaczem
"Małygin" oraz udanego wodowania i samodzielnego startu na Oceanie Lodowatym. Choć samego bieguna nie zdobyto, wyprawa, podczas której przebyto 10 600 km, w tym 8 600 km bez tankowania, zakończyła się pełnym sukcesem udowadniając niezawodność i przydatność sterowca także w warunkach polarnych.
W kwietniu 1931 roku zaś sterowiec odbył podróż do Egiptu i Palestyny, odwiedzając między innymi piramidy w Gizah oraz Jerozolimę.
Sterowiec wykonywał też loty pokazowe po Niemczech, odwiedzał również tereny należące dziś do Polski, w tym takie miasta jak Wrocław, Gdańsk, Szczecin czy Opole.
W maju 1930 roku LZ 127 odbył podróż do Ameryki Południowej rozpoczynając regularne loty transatlantyckie na tej trasie oraz do Stanów Zjednoczonych. Było to ok 9-16 lotów rocznie. W tych czasach było to najszybsze i jedyne bezpośrednie połączenie na tych trasach. Do końca 1935 roku Graf pokonał 1 mln 350 tys. kilometrów przewożąc około 12 000 pasażerów.

Jedna
z wielu podróży LZ 127, tak, tak to
Gdańsk, Graf Zeppelin odbywał również
loty nad Polską i to nie tylko nad
Gdańskiem
W roku 1936, gdy wprowadzono do eksploatacji nowy, wielki sterowiec LZ 129
Hindenburg, LZ 127 Graf Zeppelin nadal pozostawał w służbie. Jednak gdy 6 maja 1937 roku miała miejsce spektakularna katastrofa - podczas podchodzenia do lądowania w Lakehurst zapalił się i całkowicie spłonął sterowiec LZ 129
Hindenburg, zabijając 13 pasażerów, 22 członków załogi i jedną osobę obsługi naziemnej. Katastrofa ta wywarła tak wielkie wrażenie, że postanowiono zrezygnować z prowadzenia komunikacji sterowcami wypełnionymi wodorem.
W ten sposób po 7 latach regularnych lotów, szczęśliwym przewiezieniu przeszło 13 tysięcy ludzi oraz przebyciu astronomicznej liczby prawie 1,7 miliona km (odpowiednik ponad 40 okrążeń Ziemi) w tym pokonując ponad 140 razy Ocean Atlantycki, po 17.177 godzinach (prawie 2 lata) w powietrzu, 19 lipca 1937 roku w pełni sprawny i niezawodny dotąd LZ 127 Graf Zeppelin wycofano z regularnej eksploatacji pasażerskiej. W roku 1940 podjęto decyzję o rozebraniu LZ 127. Nieliczne ocalałe elementy „Grafa” możemy dziś podziwiać w muzeum w
Friedrichshafen.

Czas
podjechać pod Grafa Zeppelina i popływać
w przestworzach
„Graf Zeppelin, Zosia i ja”
Otworzyłem okno. Na dworze padał deszcz ze śniegiem, na niebie wisiały ciężkie chmury.
Luty 2006. Po mrozach nie zostało ani śladu, tylko było słyszeć szum zsuwającego się po dachu śniegu. W pobliskim lasku, jakiś zagubiony ptak, widać nie z tej bajki, śpiewał nie pasującą do tej scenerii pieśń. Idzie wiosna, pomyślałem - coś chyba za wcześnie...?
- Muszę zmienić scenerię !
Zrobiłem sobie kawę i od razu poszedłem „na lotnisko”, do pokoju na górze.
Włączyłem komputer i wszedłem do symulatora.
- Co my tu mamy?
- Jest ! Jest nowość!
- Graf Zeppelin LZ 127 ze stajni Billa
Lyons'a!
Ten „artysta”, jedyny w swoim rodzaju konstruktor, od kilku lat raczy nas swoimi świetnie opracowanymi dodatkami do symulatora, upiększając je wspaniałymi, aktywnymi sceneriami z epoki, której dotyczy dodatek i wprowadza w atmosferę tamtych czasów.
„Graf Zeppelin” jest dodatkiem płatnym.
W sekcji „Select a Flight” autor zaproponował nam 16 różnych lotów tym wielkim sterowcem.
Wybrałem sobie, na chybił trafił, opcję „Lakehurst Hangar” i od razu przeniosłem się do 20 sierpnia 1931r na lotnisko Lakehurst Naes Shen
(KNEL) niedaleko Filadelfii w USA.

Człowiek
i wielkie cygaro, którego nie powinno
się podpalać...
I oto przede mną otworzyła się wielka przestrzeń lądowiska z charakterystycznym olbrzymim ceglanym hangarem na dwa sterowce, z otwartymi wrotami, całym szeregiem drobno okratowanych okien.
Jest 10,30 rano, piękna pogoda, na niebie parę chmur. Wokół panuje gwar zbierających się gapiów, krzyk mew, słychać warkot przejeżdżającego samochodu i wąskotorowej lokomotywki z wagonem, która porusza się na szynach po półokręgu. Jeżdżą tutaj dwa samochody, jeden czerwony z białym napisem
ESSO, a drugi żółty nie wiadomo dlaczego? Za plecami zobaczyłem jeden sterowiec typu Zeppelin, zacumowany do wieży przypominającej malutką wieżę
Eifla, natomiast drugi o wiele mniejszy, startował już z pola opodal.
Ten
sterowiec AI nawet porusza się na
wietrze targany nowymi porywami
Rozglądając się dookoła nagle zobaczyłem jeszcze jednego szarego olbrzyma z napisem
NAVY, wokół którego krzątano się przygotowując go do startu.
Idąc dalej, minąłem biegającego i szczekającego psa. W oddali pasło się stadko kóz.
A
tutaj hangar Lakehurst, który Bill
odtworzył nie tylko świetnie na zewnątrz
ale i w środku
Wszystko animowane. Obraz jak z
realu, mimo trochę kanciasto zrobionych i sztywno poruszających się postaci. Jest to kwestia wyobraźni, mnie to nie przeszkadza, a atmosfera tego poranka wprowadza w świetny nastrój. Wszystko płynie wolno, nikt się nie spieszy – po prostu niedziela...
Polecam loty Zeppelinem w symulatorze jako psychoterapię dla ludzi zestresowanych, jako odskocznię od codziennego wyścigu i z nim związanego stresu...

Ujecie na całą scenerię wokół
hangaru Lakehurst
Z wnętrza hangaru wystaje ogon wielkiego, szarego aerostatu. Wchodzę do hangaru i widzę ludzi z obsługi trzymających liny kotwiczne zwisające z boków sterowca – czekają na polecenia.
Trzeba go wyhangarować i wyprowadzić na pole startowe.

Trudno
nie nazwać Bill Lyons mistrzem nie
tylko od modeli ale i klimatycznych
scenerii. Artysta pełną gębą!
Zbliżam się do gondoli, otwieram drzwi i jestem już wewnątrz.
Przede mną jest panel 2D.
Mamy tutaj dość bliski plan panela. Pole widzenia operatora stojącego przy sterze kierunku jest na tyle wystarczające, by swobodnie rozpoznawać teren.
Przed sobą widzę fragment metalowych, ażurowych konstrukcji z paroma przyrządami. Mieści się tam, po lewej stronie, na górze wariometr – wskaźnik prędkości wznoszenie się i opadania. Zaraz obok widzę
pitch indycator a nad nim elevator trim, natomiast po prawej stronie wysokościomierz.
Na dole mamy prędkościomierz i kompas magnetyczny. Nieco wyżej są też włączniki świateł lądowania i świateł nawigacyjnych.
W
kabinie, ale jeszcze w hangarze. Załoga
na zewnątrz podtrzymuje sterowiec za
liny, za ich pomocą wyciągną też
Grafa na zewnątrz hangaru.
Po wciśnięciu Shift + 2 ukazuje mi się mapa świata z historycznymi przelotami Zeppelina: lot do Południowej Ameryki 1929r, podróż do Egiptu 1931r, ekspedycja polarna 1931r i loty europejskie.
Wśród tych przyrządów znalazłem również, co dziwne w tym obiekcie, autopilota, który jest stworzony dla „kapitanów”, którzy podczas długotrwałych lotów np. przez Atlantyk, lubią przespać całą podróż we własnym łóżku w swoim mieszkaniu, np. na czwartym piętrze.....
Autopilot (stabilizator) nie działa zbyt poprawnie i po jego uruchomieniu sterowiec dziwnie się zachowuje, zaczyna wirować wokół własnej osi w poziomej prawoskrętnej pozycji i dość szybko opada w dół, dążąc do nieuchronnego wypadku...
Do poprawnego działania stabilizatora potrzebny jest dodatkowy plik, który możemy zassać tu :
http://windrfters.com/LZ127AutoPilot.exe .
Zaczynam się rozglądać po wirtualnej kabinie. Dość obszerne miejsce z oknami przedzielonymi tu i ówdzie metalowymi, ażurowymi belkami konstrukcyjnymi. Sufit zawieszony nisko. Pod oknami parapet, na którym stoją dwa kubki z kawą. Rozrzucone stare fotografie i mnóstwo przyrządów do prowadzenia tego aerostatu sprawiają, że w pomieszczeniu od razu czujemy się dobrze.
Podstawowe
przyrządy obsługi sterowca, tutaj też
można regulować wznoszenie, czy opróżnić
balast. Przyrządy rodem z U-boota.
Zapach stygnącej kawy w kubku z napisem
LZ (LZ127) roznosi się po
"mostku" bo w tym powietrznym
żaglowcu chyba można użyć takiego
stwierdzenia o kabinie sterowej...
Za moimi plecami znajduje się pokój z aktywną mapą. Po kliknięciu ukazuje się typowa mapa generowana przez Flight Simulator. Obok mapy leży również aktywny handbook a tuż koło drzwi natrafiam na kontakt oświetlenia obu pomieszczeń i dzwonek alarmowy.
Zasiadam w wiklinowym fotelu kapitana.

Mapa
świata - może ktoś się skusi na lot
z Niemiec do Brazylii? Oczywiście full
real...
Prawdę mówiąc mam lekkiego „pietra” związanego z prowadzeniem po raz pierwszy, nieznanego mi jeszcze, wielkiego, pełnego ludzi, obiektu latającego. Jednak powoli, bez paniki, zaczynam się rozglądać i szczegółowo przyglądać przedmiotom.
TrackIR działa świetnie.
Naprzeciw widzę charakterystyczne koło sterowe, takie jakie mają stare żaglowce. Jest to koło steru kierunku lotu. Kliknąłem na nie i nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się operator - jeden z członków załogi sterowca. Jednocześnie po lewej stronie, przy podobnym kole sterowym - sterze wysokości, również pojawił się obsługujący je, inaczej już wyglądający, człowiek. Ich nagłe pojawienie się lekko mnie przestraszyło.
-Uf ! Czego jeszcze tu można się spodziewać ?

Nasza
ekipa za sterami, myszką wydajemy
rozkazy a załoga nam odpowiada
"Ja, Herr kapitän". Jesteśmy
kapitanem sterowca, a może raczej
czujemy się jak kapitan wielkiego
liniowca!
Po mojej prawej ręce, na blacie, tuż przy ścianie, leżą dwie fotografie, gwizdek kapitana, obok stoi kubek, jeszcze jedno zdjęcie. Kliknąłem na gwizdek i rozległ się głośny świdrujący dźwięk, a głos oznajmił :............ Zdjęcie leżące tuż przed kubkiem uruchomiło mi radio, z którego popłynęła piękna, wolna, muzyka. Gdy kliknąłem na fotografię leżącą niżej, obok ściany, obsługa stojąca na zewnątrz i trzymająca liny kotwiczne, zaczęła wyprowadzać Zeppelina do tyłu, na pole startowe. Wszystko jak należy, w określonym czasie, wolno i ostrożnie. Sterowiec powoli wysuwa się z hangaru...

Bill
Lyons zafundował nam pełną animację
holowania sterowca - trzeba przyznać,
że czegoś takie jeszcze w FS'ie nie było.
Silniki wyłączone, a nasza ekipa ciągnie
nam LZ127 na pole startowe. To jeszcze
lepszy poziom realizmu niż ten jaki
znamy z jego poprzednich produkcji!
- No to trzeba przygotować się psychicznie na start, to już nie przelewki -
powiedziałem
- Jaaa! herr kapitan - odpowiedział kolega przy sterze kierunku
- Rozumie po polsku. Pewnie ze Śląska – pomyślałem
Po pewnym czasie nasz Zeppelin znalazł się w miejscu startu.
Wskazując znowu na zdjęcie poniżej, zatrzymałem załogę trzymającą liny. Rzeczywiście stanęli.

Dzięki
programowi Active Camera można podróżować
po całej kabinie i całym sterowcu, ba,
Bill poszedł dalej, zapisał
konfigurację do AC dzięki czemu po wciśnięciu
odpowiednich zakładek możemy skakać
między pomieszczeniami! Toż to Silent
Hunter III ! A my czekam na mały poczęstunek
przed startem w bogatej jadłodajni :)
Zrzuciłem płaszcz z pleców na oparcie fotela i wyszedłem na zewnątrz zobaczyć to nasze cudo.
Spojrzałem w górę.
- No budynek. Po prostu kolos. Latający szary gmach !
Odchodząc dalej i oglądając się za siebie widziałem, jak wiatr kołysze i lekko znosi tę potężną szaro - stalową konstrukcję.
Wokół sterowca latały dwa białe ptaki i przy jego ogromnej powierzchni były dosłownie jak kropeczki, jak jakiś migający pył.
Tekstury powłoki Bill opracował precyzyjnie. Widać dbałość o szczegóły. Brak denerwujących załamań na liniach giętych, od powierzchni odbija się słońce.
Zerknąłem na zegarek. Nadeszła pora na start.
Zająłem miejsce kapitana.
- Kto mnie tutaj wpuścił? Trzeba zachować kamienną twarz i lecimy - pomyślałem
- Jaaa! herr kapitan !
Spojrzałem tym razem na drugiego z moich załogantów.
- Czy oni wszystko wiedzą? Nawet czytają w moich myślach?
- Wziąłem łyk kawy...
Po prawej stronie, na wysokości mojego wzroku znalazłem trzy przepustnice obsługujące pięć silników zamocowanych po obu stronach i z tyłu statku. Przepustnice te zwane są Telegrafami.

Chcesz
zamienić się mechanika? W LZ 127 od
Billa nie ma problemu, można przejść skontrolować
pracę silnika za pomocą Active Camera,
lub skoczyć bezpośrednim skrótem. Do
tego jak widać i tutaj Bill umieścił
zegary odpowiadające za wskazania pracy
silnika, nie musze dodawać, że tłoki
tutaj naprawdę pracują!
Spojrzałem przez okno – ludzie z linami dalej stali.
Wskazując kilkukrotnie na pierwszy telegraf i usłyszawszy wyraźny nerwowy dźwięk dzwonka, uruchomiłem dwa pierwsze silniki, a postępując tak samo z każdym telegrafem, uruchomiłem wszystkie – dało się słyszeć lekkie szemranie.
Czas
na start!
Dotknąwszy kubka z kawą, usłyszałem
niemiecki marsz płynącego z głośników. Ten marsz uświetniał mój start!
Zauważyłem, że koledzy w bliźniaczym sterowcu NAVY już wystartowali.
Klikając na wyżej położoną fotografię pod ścianą, dałem znać obsłudze naziemnej, aby odeszła.
Zeppelin się zachwiał.
Przelot
nad hangarem - jeden z testowych lotów
jakie zafundował nam Bill w swoim
pakiecie
Dotykając miejsca po lewej stronie zegara mierzącego czas, który znajdował się tuż nad głową kolegi odpowiedzialnego za kierunek lotu, dałem polecenie wciągnięcia lin cumujących a kliknąwszy na miejsce po prawej stronie zegara, wciągnąłem liny do góry.
Sterowiec jest zaopatrzony w balast wodny.
Załogant po lewej stronie, przy sterze wysokości, na moją komendę pokręcając wstecznie obręczą odpowiedzialną za ciśnienie
hydrogenu, ustawił ją w pozycji do pionowego wznoszenia się.
Powoli i płynnie dodałem „gazu” w każdym Telegrafie.
Statek nagle i zdecydowanie zaczął się wznosić pionowo, równolegle do powierzchni lotniska.
– Chyba coś za szybko ? – pomyślałem i zmniejszyłem ciąg we wszystkich przepustnicach do ¼.
- Muszę się nauczyć nim latać metodą prób i błędów, bo nie miałem czasu, by poznać manual na pamięć.
- Jaaaa ja ja - herr kapitan - mruknął stojący przy sterze kierunku.
Już się do ich obecności przyzwyczaiłem....
Sterowiec zmniejszył prędkość wznoszenia pionowego.
Dałem polecenie stopniowego zmniejszania ciśnienia i statek powoli przeszedł z wznoszenia pionowego do lotu poziomego.
Dodałem ciągu we wszystkich silnikach do połowy mocy. Lekko zadarł nos w górę i wówczas wytrymowałem go łatwo w poziomie. Zaczął leniwie sunąć do przodu.
No
i wreszcie upragniony lot, nim naprawdę
trzeba nauczyć się latać!
Sterowcem tym można kierować na wiele sposobów : dodając i ujmując balastu, zmieniając siłę ciągu w poszczególnych telegrafach, kierując wznoszeniem i opadaniem za pomocą steru wysokości i kierunkiem lotu za pomocą sterownicy kierunku.
Kierując tymi wszystkimi sterami można nawet doprowadzić do tego, aby przyjął pozycję pionową. Odradzam - z tego jest trudno go wyprowadzić
(oczywiście, że takiego manewru nie da
się zrobić w realu, niestety FS9 nie
obsługuje zbyt dobrze statków powietrznych
lżejszych niż powietrze, stad taki
babol, ale jeśli do tego nie
doprowadzimy jest OK!).
Model lotu jest bardzo dobrze opracowany. Chyba „przeniesiono go żywcem” z obecnie latających sterowców. Świetnie reaguje na zmiany ciągu silników, warunki atmosferyczne, wiatry itp...
Faktycznie też Bill bardzo ładnie oddał obsługę silników, reakcje
znoszenia, opróżniania balastu itp. które
są w modelu należycie przedstawione i
na tyle na ile struktura i kod FS'a na
to pozwolił.
Zamyśliwszy się po uzyskaniu poziomego lotu, zapomniałem o kierowaniu tym niezwykłym statkiem, co od razu dało się odczuć po zmianie kierunku lotu – po prostu wiatr boczny zaczął go znosić z kursu.
Nie zapominajmy o jego olbrzymiej powierzchni bocznej, co ma znaczenie w przypadku wiatrów – jest bardzo wrażliwy na wiatry boczne.
Oczywiście nie biorę tu pod uwagę włączania autopilota....
Delikatnie zacząłem skręcać w prawo, aby okrążyć lądowisko szerokim kołem.
Zeppelin leniwie i wolno reagował na moje zachcianki, aż w pewnym momencie zorientowałem, iż jego przechył na prawy bok nabiera niebezpiecznego kąta.
Trzeba kontrować.... Wyprowadzenie go do bezpiecznego lotu po wielkim okręgu zajęło mi trochę czasu.
W taki oto sposób przeleciałem do punktu, w którym można było już myśleć o podchodzeniu do lądowania.
Naprzeciw mnie, w niedalekiej odległości, znajdowało się lotnisko z dużą grupą gapiów.
Zmniejszyłem ciąg we wszystkich telegrafach do jednej trzeciej. Z kabiny pasażerskiej doleciał mnie gwar podniecenia lądowaniem. Sterowiec, powoli reagując, zaczął obniżać lot. Lotnisko nieuchronnie się zbliżało.
Poprosiłem o zwiększenie ciśnienia o jeden stopień. Konstrukcja zaskrzypiała i sterowiec zaczął szybciej opadać.
Trzeba koniecznie wylądować gładko, aby nikomu nie stała się krzywda.
Sunęliśmy powoli w dół ku przeznaczeniu, wolno, ale skutecznie.
Znajdując się dokładnie nad polem, z którego wystartowaliśmy, na małej wysokości zmniejszyłem ciąg do zera. Zeppelin zaskrzypiał, powoli zatrzymał się w miejscu i zaczął opadać pionowo, równolegle do ziemi, w dół.
Dałem polecenie zrzucenia lin kotwicznych.
Miękko dotknął ziemi.
- Maszyny stop!
Momentalnie znalazła się obsługa naziemna i chwyciła wiszące liny.
- Udało się ! - pomyślałem. Wstałem i nie biorąc nawet płaszcza wyszedłem na.....
- Andrzej ! Andrzej ! gościu ! Ty chyba oszalałeś ! Już prawie pięć godzin temu prosiłam cię o pokrojenie warzyw na sałatkę, a ty całymi godzinami nic, tylko latasz !
Zająłbyś się wreszcie czymś pożytecznym!
Lot
w towarzystwie lotniskowców, Graf
Zeppelin porusza się mozolnie naprzód.
Zobaczyłem z przerażeniem ogromne oczy mojej Zosi, tuż przed swoją twarzą, która trzymała w ręku zerwane mi z uszu słuchawki.
- Już idę, już idę kochanie! - odparłem.
Ha, ha, ha! – a jutro sobie polecę na Jungmanie obejrzeć nowootrzymaną ze sklepu Pilots.PL przesyłkę Mega Scenery Northern
California. Polatam nad San Francisco!
ENTER!
Andrzej Jarodzki
Serdeczne
pozdrowienia i podziękowania dla Lynn
oraz Billa Lyons z USA za umożliwienie
testowania modelu LZ127 Graf Zeppelin
|